poniedziałek, 22 lutego 2016

Ogłoszenie parafialne.

Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś tutaj będę coś publikować, ale skoro tak postanowiłam, to inaczej postąpić nie mogłam. Nie mam pojęcia, czy ktoś jeszcze tutaj jest, ale jeżeli jest zapraszam na coś, nie do końca nowego.

http://gryze-sie-we-wlasny-oddech.blogspot.com

Wasza,
W.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Mam takie niesamowite myśli na myśli, że nawet moja własna podświadomość się rumieni. - Czyli myśl ostatnia, epilog.

Dla Panny K. zwanej Em. 
Dedykuję ten epilog jak i cały blog. 
Bo takie mam od dawna myśli, 
że myśli powstały po to by Ciebie spotkać na swojej drodze. 
Zwłaszcza, że jako jedyna wytrzymałaś ze mną i tą historią, od samego prologu. 
Dziękuję.

***

Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie jest w stanie w swoim życiu nic zaplanować. Bo co możemy zaplanować w naszym życiu? Wyjazd, urodziny, imprezę, śniadanie? Tylko na pozór – bo przecież, może popsuć nam się auto – i nigdzie nie pojedziemy. Możemy złapać ospę i z urodzin i imprezy nici. A śniadanie? Wystarczy, że nie zrobimy zakupów i cały plan na marne.
Dokładnie tak samo jest z naszym życiem. Planujemy, staramy się – a na końcu, w większości przypadków dostajemy niezłego kopa w tyłek od życia i musimy szukać alternatywy i planować na nowo. Dlaczego więc, planujemy skoro te plany nie zawsze się udają? Bo dzięki nim, człowiek się rozwija i dąży do jakiegoś konkretnego celu. Gorzej gdy nie masz żadnego konkretnego celu, że żyjesz z dnia na dzień tylko po to aby przeżyć. Ze mną było inaczej. Żyłam z dnia na dzień, ciesząc się z każdej chwili jaką otrzymywałem. Tylko po to, by za kilka lat nie płakać w poduszkę, że zmarnowałam najlepsze lata życia. Bo miałam nadzieję, że w końcu wszystko się ułoży.

Zgodnie z obietnicą daną Paulinie, nie dzwoniłam, nie pisałam i pomimo pobyty w Polsce – ani razu nie odezwałam się do Włodarczyka. Zniknęłam z jego życia, tak jak przyszła matka o to prosiła. Nie mogłam jednak odmówić sobie jego widoku. W prawdzie nie oglądałam, nie czytałam i nie dowiadywałam się co u niego słychać. Nie chciałam wiedzieć. Oglądanie meczy i kibicowanie jemu było dla mnie wystarczające. Za każdym razem gdy widziałam go na boisku, gdy zdobywał punkty - szalałam z radości. Byłam dumna. Ten sezon nie należał do udanych. 4 miejsce w Final Four, przegrana w rozgrywkach o Puchar Polski. Jedyną pociechą dla bełchatowian była walka o 3 miejsce. Na początku wszystko ładnie się układało. Potem jednak Jastrzębie pokazało swoją moc.
Wszystko miało okazać się w decydującym meczu, na hali w Bełchatowie.

5 maja 2015 

Leżałam na łóżku i tępo patrzyłam się w ścianę. Po pokoju kręciła się Kinga i na głos powtarzała jakieś tam notatki na zajęcia z marketingu. Jakaś niepohamowana we mnie siła nakazała mi podejść do okna jednego z najsłynniejszych akademików we Wrocławiu - Kredki, bliźniaczki Ołówka.
Na parkingu, zaraz pod głównym wejściem do akademika, zaparkowało czarne Audi. Osobnik, który wysiadł z auta, od razu mnie zauważył. Na mojej twarzy namalował się strach. Nikt nie wiedział o moim powrocie do kraju, oprócz Dagmary i Michała. Nie wierzyłam, że on mnie tutaj znalazł.
Niewiele myśląc zaczęłam jak szalona biegać po niewielkim pokoju. Moja współlokatorka patrzyła na mnie jak na psychicznie chorą, a utwierdziłam ją jeszcze bardziej w jej przekonaniu na temat mojej osoby, w momencie kiedy zamknęłam się w starej brązowej szafie nieopodal naszych łóżek.
Gdy do moich uszu dobiegło ciche pukanie do drzwi, zamarłam.
- Cześć, nazywam się Andrzej. Szukam Anny Winiarskiej, nie wiesz gdzie ją zastane? - w myślach modliłam się by młoda koleżanka mnie nie wydała.
- Kinga, miło mi Cię poznać. - usłyszałam słodki głos dziewczyny. Ręką uderzyłam się w czoło. Chwila mojej apokalipsy była nieunikniona. Strzelecka uwielbiała wysokich brunetów. Cóż.. czas uciekać, w Afganistanie mnie nie znajdą. - Siedzi w szafie.
Gdy drzwi od szafy się otworzyły, powiedziałam:
- Siema, Wrona. Wiesz, szłam po bułki przed zajęciami na Harvardzie i nie uwierzysz co się stało!
- Kosmici czy Alpaki?
- Gorzej, masa napalonych na Ciebie hotek! A Ty Kin - zwróciłam się w stronę szatynki - nie żyjesz.
Dziewczyna w powietrzu posłała mi buziaka, i spakowawszy torbę rzuciła tylko krótkie - Lecę na zumbę! Widziałam jak Wrona wodzi za nią wzrokiem i jak posyła jej ten cwaniacki aczkolwiek pełen błyskotliwości uśmiech.
- Wolna? - wyrwał mnie z rozmyślań przyjaciel.
- O nie, nie, nie! Słyszysz! NIE!
- Spokojnie, wystarczyło powiedzieć że ma kogoś.
- Ma spokojne życie. A ty.. zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki kapitanie Wrona! - chłopak spojrzał na mnie z wyrzutem. - No co?
- Nie przesadzaj! Ja tylko korzystam z uroków naszych polskich pań.. - uciął na moment. Słyszałam wręcz jak jego trybiki w głowie pracują.
- Nie Wrona nie dam Ci do niej numeru. Ale zapytam czy jest zainteresowana sexofertą od mistrza świata.
- Anka?
- Tak?
- Masz szczęście, że znów jesteś ruda.

Siedziałam w aucie Wrony i kierowaliśmy się w stronę mieszkania Kłosa. Nie było mowy abym nie pojechała. W głowie cały czas słyszałam jego głos gdy zadzwonił do Olka - Znalazłem ją. Widzimy się wieczorem u Kłosiątka. Zastanawiałam się, kto uraczy nas swoją obecnością. Gdy podjechaliśmy pod jeden z nielicznych bloków znajdujących się nieopodal palcu Narutowicza, moje serce podskoczyło niemalże pod samo gardło. Zaciągnęłam na głowę kaptur i założyłam ciemne kobiece okulary, które znalazłam w schowku w samochodzie Andrzeja. Modliłam się by przez ten ułamek sekundy nie spotkać na swojej drodze nikogo kto mógłby poinformować o moim pojawieniu się w mieście byłych mistrzów Polski Włodarczyka.

Jak się okazało Wrona usłyszał moją i Winiara rozmowę przez telefon. Dwa tygodnie zajęło mu wydobycie z mojego brata jakichkolwiek informacji na mój temat. Momentem przełomowym była rozmowa Olka z Maćkiem. Jasiński nigdy nie potrafił kłamać i bez problemu mój odwieczny przyjaciel mógł odgadnąć, że nie przebywam w kraju wielkiego jabłka. Spotkanie u Kłosa nie należało do przyjemnych, Ola z Agatą były dalej na mnie śmiertelnie obrażone. Olek powtarzał, że takich rzeczy się przyjaciołom nie robi, a Wrona z Kłosem? Oni jak zwykle siedzieli z telefonami w ręce, robiąc wszystkim w okół zdjęcia.

6 maja 2015

Szłam niepewnym krokiem razem z Olą i Agatą. Czułam jak pocą mi się ręce, a serce bije jak oszalałe. Nie mam pojęcia dlaczego się zgodziłam na całą tą szopkę. Miałam ochotę odwrócić się napięcie i wrócić do Wrocławia. Uciec z Bełchatowa jak najdalej tylko można. Tylko po to aby nie widzieć tych cholernych czekoladowych tęczówek Włodarczyka. Stałam obok Agaty i Oli, które mocno ściskały mnie za dłonie. Plecami opierałam się o zimną ścianę hali Energia. Przymknęłam oczy i pozwoliłam by stado przeróżnych myśli kłębiło się w mojej głowie. Drzwi od szatni zawodników się otworzyły. Zobaczyłam zaskoczone miny zawodników. Co poniektórzy wyciągali kciuki przede mnie, nie zdradzając tym samym mojej obecności na bełchatowskiej hali.
Gdy wszyscy wyszli, usłyszałam Wronę i Kłosa.
- Stary, to twój ostatni mecz u nas. - zaczął Wrona.
- Mamy dla Ciebie prezent na pożegnanie, tak abyś mógł dobrze nas wspominać. Tylko najpierw zamknij oczy.
- Kłos, chyba Ciebie pojebało. Nie będę zamykał oczu. Daj mi wyjść.
- Siadaj na ławce jak Ci dobrze. - Wrona zastawił przyjmującemu drogę, tak aby uniemożliwić mu w jakikolwiek sposób wyjście z szatni.
Po kilkunastu sekundach Wrona z Kłosem, wskazali, że mogę wejść. Odgłos stukających szpilek o ciemne płytki wywołał zdziwienie na twarzy Włodarczyka.
- Jeżeli znów namówiliście, któregoś z Argentyńczyków aby przebrał się za striptizerkę, to wiedzcie, że was nienawidzę.
Stałam przed nim głośno łapiąc powietrze. Nie wiem co mną kierowało. Podeszłam do przyjmującego i chwyciwszy w swoje drobne ręce jego twarz, pocałował go. Składałam drobne pocałunki na jego ustach, do momentu gdy nie odsunął mnie od siebie. Spuściłam wzrok i wbiłam go w ciemną podłogę.
- Chciałam życzyć Ci wszystkiego co najlepsze. Wiem, że dzisiaj sobie poradzisz i zawalczysz o brąz, tak jakby to miało być największe dla was trofeum.
- Dziękuję. - odpowiedział oschle. - Co Ty tutaj robisz? Gdzie Maciek?
- Wrona mnie ściągnął.
- Nie powinnaś tutaj być, zaraz zaczyna się mecz, a Ty jak zwykle mącisz.
- Wojtek, ja nie..
- Winiarska, ja już na Ciebie nie czekam, wracaj do męża. Zajęte mnie nie interesują.

Siedziałam w prawym dolnym sektorze, zaraz obok wejścia na halę. Agata z Olkiem musieli wracać do Bydgoszczy, by oświadczyć całej rodzinie, że się zaręczyli. Cieszyłam się szczęściem przyjaciół. Pomimo niezadowolenia Włodarczyka na mój widok, postanowiłam pozostać na hali i razem z Aleksandrą dopingować bełchatowian. Widziałam wzrok Włodarczyka, którym nie obdarzał za każdym razem gdy szedł na zagrywkę. To nie był miły widok. Widziałam również, jak do jednej z reporterek puścił zalotnie oczko, kiedy Falasca ponownie wystawił go na boisko. Następnie czwarty set, piłka meczowa dla Skry. Na zagrywkę wchodzi zawodnik Jastrzębskiego Węgla - Guillaume Quesque - i psuje zagrywkę. Wszyscy oszaleli. Zostaliśmy ozłoceni brązem. Zadowolenie kibiców, ciesząca się Dagmara razem z Oliwierem, uśmiechy zawodników. Nic więcej nie było mi trzeba.

Nie czekałam na dekorację. Żegnając się z Olą, która na następny dzień miała razem z Karolem jechać na tak długo wyczekiwane wakacje. Przed północą stałam na dworcu PKS w oczekiwaniu na ostatni autobus do Łodzi, z której miałam mieć kolejny autobus do Warszawy. Nie czułam zmęczenia. Powrót do Wrocławia o tej prze był całkowicie bez sensu, tym bardziej, że chciałam zabrać ze sobą kilka rzeczy z mieszkania. Siedząc już w autobusie do Warszawy, opierałam się głową o chłodną szybę pojazdu. Łzy zaczęły mimowolnie spływać po moich policzkach. Poczułam wibracje telefonu. Niechętnie przesunęłam palcem po ekranie.
- Czego dusza pragnie?
- Ania słuchaj mam sprawę.
- Nie Wrona, nie mam gumek.
- Anka.. - jego głos zmienił się. On się zmienił. Mój Andrzej, mój przyjaciel Andrzej powrócił i to była jedyna szczęśliwa rzecz jaka mnie spotkała od momentu powrotu do Polski.
- Słuchaj jutro wyjeżdżam na wakacje, w zasadzie to lecę.. ze znajomym z Politechniki, w moim mieszkaniu pękła rura, a z Bełchatowa do Warszawy nad ranem.. - nie dałam mu dokończyć.
- Jeżeli Twój znajomy nie jest długonogą blondyną i załatwisz dobre czerwone wino, paczkę fajek i lody czekoladowe.. mogę oddać Ci mieszkanie nawet na tydzień. Potem negocjuj z Olką i Agatą.
- Kocham Cię, Win.
- Wiem.

Na trochę przed godziną 3 w nocy przekroczyłam próg warszawskiego mieszkania. Wrona czekał na mnie w salonie przysypiając, a z łazienki dochodziły odgłosy puszczonej wody ze słuchawki prysznicowej. Nie pewnie podeszłam do przyjaciela.
- Andrzej? - powiedziałam, lekko szturchając jego rękę.
- Ym, o jesteś. Słuchaj mój kumpel się kąpie, ja jadę po wino. Nie musisz się go obawiać, jest nie groźny. - posłałam środkowemu nieśmiały uśmiech i udałam się na górę do swojego pokoju. Potrzebowałam kąpieli. Po nie s pełna 30 minutach, w mokrych włosach i w koszulce Włodarczyka, która dalej znajdowała się mimo wszystko w mojej szafie, postanowiłam zejść na dół i przywitać się ze znajomym Wrony. Kiedy weszłam do kuchni, zobaczyłam Włodarczyka opartego o blat kuchenny.
- Fajny mi kolega, z Politechniki. - mruknęłam pod nosem. Łzy napłynęły mi do oczu, chciałam wyjść z pomieszczenia przyjmujący był szybszy. Mocno pociągnął mnie za rękę, sprawiając, że stanęłam przed nim niemalże bez milimetra odstępu.
- Ania, musi porozmawiać. - powiedział, a ja automatycznie spojrzałam w lewą stronę. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że na blacie leżały dwa duże kubki i lody czekoladowe.
- Ten dzień nie był dobry, więc nie mam zamiaru pić herbaty.
- Ten dzień jeszcze się nie skończył.

Siedziałam na dużej wiklinowej pufie, przykryta szczelnie przez Włodarczyka kocem, na balkonie mieszkania znajdującego się na warszawskim Śródmieściu. Tęskniłam za Warszawą, dla mnie to miasto miało swój urok. Przypominało mi zawsze najlepsze lata życia. Jednakże Wrocław stał się już dawno, moim drugim domem i byłam niezmiernie szczęśliwa, że to właśnie tam, mogłam dalej się uczyć. Z głębokich zamyśleń wyrwał mnie zachrypły głos Wojtka. Spojrzałam w jego brązowe tęczówki i znów odebrało mi mowę. Dopiero po chwili otrząsnęłam się.
- Mógłbyś powtórzyć? Zamyśliłam się.
- Spytałem, gdzie Twoja obrączka. - przełknęłam głośno ślinę, po czym głęboko nabrałam powietrza do płuc.
- Nie wyszłam za mąż. - automatycznie otworzył buzię ze zdziwienia. - Maciej miał romans z sekretarką swojego szefa. Nakryłam ich. Tłumaczył się, przepraszał, a ja.. ja się cieszyłam. Naprawdę się ucieszyłam. Bo wiesz.. on się w niej zakochał i to dla mnie było takie cudowne, że chociaż on będzie szczęśliwy.
- A zdjęcie?
- Jakie zdjęcie? - spytałam zdziwiona.
- To, które dodałaś jako ostatnie..
Zaśmiałam się. Doskonale wiedziałam, co zyskam dodając takie zdjęcie.
- Poszliśmy tak ubrani na jedną z większych dyskotek w Nowym Jorku. Wiesz darmowy wstęp, darmowe drinki. Całkiem fajnie było. - powiedziałam lekko rozmarzona. - Jedziesz na wakacje z Wroną i zostawiasz własne dziecko?
Włodarczyk spojrzał na mnie zdziwiony. Widziałam, że nad czymś ciężko się zastanawia.
- Sabina tydzień temu urodziła synka. Ma na imię Tymek.
Zamarłam. Przecież z Sabiną spotykał się Wrona, on nie mógł tego po raz kolejny zrobić. Łzy zaczynały mimowolnie spływać po mojej twarzy. Chciałam wstać, lecz Włodarczyk kucnął przede mną mocno chwytając mnie za dłonie.
- Anka ja zostałeś ojcem chrzestnym. Paulina nie była ze mną w ciąży.
Zrobiłam pełną zdumienia minę. Włodarczyk głośna zaśmiał się. Na zewnątrz zaczynało pomału się przejaśniać, a na wskazówki zegarka przyjmującego wskazywały 4.35. - Mój brat został ojcem. A Paulina zaszła w ciąże ze swoim szefem. Wyjechała i nie mam z nią kontaktu.
- Wojtek - mój głos się łamał. Łzy jeszcze bardziej spływały po moich policzkach.
- Tak?
- Jest ktoś?
- Jest.

Włodarczyk chodził po salonie mojego mieszkania i przepakowywał swoją torbę. Stałam w drzwiach balkonowych i przyglądałam się jego ruchom. Miał kogoś, to fakt. Ale przyjechał.. chciał porozmawiać, jakaś nie pohamowana we mnie siła zmusiła mnie do zrobienia czegoś, czego nigdy bym nie zrobiłam.
- Umów się ze mną.
- Co? - zapytał zszokowany siatkarz.
- Umów się ze mną na kawę, sok, herbatę. Cokolwiek.
- Nie Ania. Nie umówię się z Tobą.
Spuściłam wzrok. Czułam jak łzy znów napływają mi do oczu. Podniosłam wysoko głowę i podeszłam do przyjmującego składając na jego policzku delikatny pocałunek.
- Rozumiem.

Stałam oparta rękami o kuchenną szafkę. Nie byłam senna. Wręcz przeciwnie. Stan w którym aktualnie się znajdowałam w żaden sposób nie pozwoliłby mi na spokojny sen. Kilka minut wcześniej usłyszałam zamykające się drzwi. Wtedy dałam upust moim emocją. Łzy spływały z każdej możliwej strony, a ja czułam się jak zagubiona w lesie mała dziewczynka.
Gdy usłyszałam czyjeś kroki kierujące się w stronę kuchni, byłam niemalże pewna, że wrócił Wrona z butelką wina. Przed moją twarzą pojawił się bukiet wielkich herbacianych róż.
- Nie umówię się z Tobą, bo to Ty umówisz się ze mną jak wrócę. - usłyszałam głos przyjmującego. Odwróciłam się w jego stronę. Po chwili poczułam jak jego ręce oplatają mnie w tali. Pokiwałam tylko twierdząco głową. Spięłam się na palcach i pocałowałam chłopaka. Nie musiałam długo czekać na odwzajemnienie przez niego pocałunku. W zawrotnym tempie zaczęliśmy ściągać z siebie kolejne części garderoby. Przed moją sypialnią zatrzymałam Włodarczyka, kładąc otwartą dłoń na jego klatce piersiowej.
- A Wrona?
- Jest w mieszkaniu i smacznie śpi. Musiałem znów jakoś zagrać, byś do mnie wróciła.
- Nigdy więcej. - wyszeptałam do ucha przyjmującego, następnie lekko przygryzając jego płatek.
- Anka, kocham Cię. Najbardziej na świecie i nie chcę już nikogo innego.
- Wiem. Ja Ciebie też kocham.

***

Dziękuję wszystkim za te wspólne 138 dni.
Tyle właśnie mija od napisania prologu i pierwszego rozdziału na myślach.
Pozwolicie, że dzisiaj trochę bardziej się rozpiszę niż z reguły.

To już koniec tej historii. Czy jestem zadowolona? Jestem, że wytrzymałam w swoim postanowieniu i napisałam to od początku do końca. Tak jak chciałam, nie robiąc przyśpieszonego epilogu. Przepraszam, że tak was wkręciłam - ale zawsze tak było, że mój pomysł na myśli był inny niż to co większości z was się wydawało. Chciałabym napisać jeszcze kilka słów do każdej z Was. Jeżeli o kimś zapomniałam, wybaczcie mi, chciałabym każdej z osobna i wszystkim razem podziękować i zrobię to w dość nietypowy sposób, ale chcę z każdą z was się pożegnać. Tak pożegnać. Bo jak już Kalka i kilka innych osób zauważyło, usunęłam inne blogi - dlaczego? Bo już nie wrócę.
Możliwe, że dokończę tylko idealnych z Em, ale i to stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Lemurek 79. - Kochana dziękuję za wszystko. Za Twojego Wojtka, który w jakiś sposób wpłynął na to, że powstały myśli. Dziękuję za Ferensa, który od dobrych kilku miesięcy przez Ciebie nie chce wyjść z głowy. Dziękuję za każde słowa otuchy i za to, że byłaś. 

Sabina Wiktoria, Szczypiorniara, Agacik 345, Talia, Natalia Skonieczna, Melnice, Justyśka, Justyna, Zośka Gut, Zakochana w siatkówce, Martyna | Tysioook, Volley story, Paulka, KDM_bloger, Barttomane, Aussie, Anekos 7, Czarnaa mamba, W. , Marta Pawelczyk, Michalina Dark - Dziękuję wam razem jak i każdej z osobna za waszą obecność, za słowa otuchy. Za to, że sprawiłyście, że chciałam jeszcze bardziej, jeszcze lepiej robić to co robiłam. Dziękuję wam z całego serca szczególnie za to, że doceniałyście moją pracę i serce jakie włożyłam w tą historię.

Agnieszka Nowak - Droga Agnieszko, dziękuję Ci bardzo, że pojawiłaś się tutaj, że wspierałaś mnie i tak ochoczo komentowałaś potyczki Ani i Wojtka. Dziękuję za każde słowa, które na długo zapamiętam. 

Roksana Podolska - Ja w dalszym ciągu czekam na Twoje kacperkovelove, które mnie urzekło. I wiedz, że będę Ci mocno kibicować i trzymać za Ciebie kciuki!

Anonim - M. i Anonim - Ania.  - Kochana M. Kochana Aniu - bo tak podpisywałyście się. Chciałabym abyście wiedziały, że zawsze ogromnie cieszyły mnie komentarze od każdej z was ( to nie tak, że inne nie cieszyły, bo cieszyły) ale komentarze od Anonimów obojętnie jakie by nie były wywoływały jeszcze większy uśmiech na mojej twarzy. Dziękuję, że potrafiłyście znaleźć czas i napisać te kilka słów od siebie dla mnie.  

Paula Orszak - Ah kochana! Twoje zdjęcia nie raz powodowały, że zamiast pisać rozdział oglądałam je jak szalona. Zawsze byłam i nadal jestem pod urokiem Twojego talentu i z całego mojego powariowanego serduszka życzę Ci, abyś w 2017 roku dostała akredytację na ME i abyś spełniła wszystkie swoje najskrytsze marzenia. 

Kalka - Kochana Kalu. Dziękuję, że byłaś ze mną, że wytrzymałaś, że mnie wspierałaś i jako jedyna zrozumiałaś, że myśli musiały być prowadzone tak, a nie inaczej. Dziękuję za każde słowo bo były one naprawdę ogromnym motorem napędowym. 

Pyskata - Tobie kochana dziękuję za Twoją historię, która nie raz motywowała mnie do napisania rozdziału. Nakręcała już i tak chorą i wybujałą wyobraźnię. Dziękuję, że tutaj byłaś, że zawsze mogłam liczyć na słowa otuchy od Ciebie. 

Siatkareczka - Doskonale wiesz, jak bardzo cenię sobie Ciebie i Twoje opowiadanie. Mam nadzieję, że uda Ci się je poprowadzić tak jak sobie to zamarzyłaś, bo wierzę w to i mocno Ci kibicuje. 

Moni ka - Nawet nie wiesz jak ciężko mi się z Tobą żegnać. Bo gdyby nie rebelliousboy nie zdecydowałabym się na napisanie myśli. Pamiętam, że jak zaczynałam - u Ciebie był mój ukochany rozdział ten w którym Wojtek pierwszy raz nam się pokazuje. Pamiętam jak z niecierpliwością czekałam na rozdziały i na Ciebie. Życzę Ci dużo zdrowia i czekam, na Twoją historią, aż ją dokończysz. 

Dark Face - Od 1 rozdziału tutaj jesteś. Na początku Twoje komentarze były miłe.. potem zaczęłaś mi grozić. Gdyby nie fakt, że myśli MUSIAŁY zakończyć się dobrze, myślę że musiałabym teraz uciekać do Afganistanu. Mam nadzieję, że nie pozwolisz cierpieć Asi i ona będzie z Wroną, no bo jak inaczej? Dziękuję Ci że byłaś tak długo i zawsze mogłam na Ciebie liczyć. Dziękuję za każdy komentarz, który bardzo poprawiał mi humor. Dziękuję Ci bardzo. 

Artis - Kochana! Tobie dziękuję za Goluma, który okazał się nim nie być. Dziękuję za Historię pisaną szeptem, która dla mnie wiele znaczy. A dlaczego? Bo trafiłam na nią nim powstały myśli. I w jakimś stopniu Ty też przyczyniłaś się do tego, że tutaj byłam. Dziękuję za każde słowo, za każdy Twój komentarz w którym dawałaś cząstkę siebie. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło. 

Rebella - Dziękuję Ci za każdy słowa, każdy komentarz. Dziękuje że poświęcałaś swój cenny czas i zawsze starałaś się przekazać coś więcej. Dziękuję. 

I'm a Princess - Oh kochana! Tobie to przede wszystkim dziękuję za Kubiaka, który stał się dla mnie bardziej atrakcyjny niż był. Dziękuję za Twoją historię, która rozwesela mnie do łez. Wiesz, że zawsze czekam na to co napiszesz. Dziękuję, że wytrzymałaś i pomimo wakacji i wyjazdu, wróciłaś z powrotem do "myśli". 

Storyofmylife, Darkshadow, Daria - siatkówka, Kam ila - Cały czas czekam na Wasze historię. Aż mi zaczniecie regularnie dodawać rozdziały, bo pokochałam wasze blogi. Pomimo iż są one tak rożne od siebie i każda historia jest inna, ja zawsze - nawet jeżeli mnie nie było - cieszyłam się jak szalona gdy miałam chwilę czasu i był już nowy rozdział. Dziękuję za każde słowa, za każdą obelgę i groźbę, bo one tylko mnie budowały. Dziękuję z całego serca.  

Lette - Próbowałam sobie przypomnieć jak na siebie trafiłyśmy i wiesz? Nie potrafię. Wiem, że byłaś i że jesteś. Dziękuję za każdy komentarz w którym opierniczałaś mnie za to, że burzę Ci sielankę. Za dwóch Wojciechów którzy w jakimś stopniu na pewno wykreowali mojego Wojciecha. Dziękuję, że mogłam na Ciebie liczyć i życzę Ci samych pomyślności na Twoich kolejnych dziełach, bo naprawdę to co robisz jest mega.

Miśka - Dziękuję, że zawsze mogłam liczyć na pełne ciepła i zrozumienia słowa. Dziękuję, że wspierałaś mnie swoimi komentarzami, które nie raz i nie dwa sprawiały, że miałam ochotę tak po prostu po ludzku Cię wyściskać. 

She Dziękuje za Twojego pierwszego Wojtka, którego niestety usunęłaś. Dziękuję za to, że pojawiałaś się tutaj. Pamiętam jak kiedyś w komentarzu zastanawiałaś się kiedy doczekacie się wyznania miłości głównych bohaterów i ich ślubu. Przepraszam, że na wyznanie miłości kazałam wam tak długo czekać, ale taki właśnie był pomysł. 

Berry - Witam koleżankę! Kochanieńka, Ty masz tą pewność, że ja u Ciebie będę. Bo ja się od Andrzej Wrona Kracze uzależniłam, tak jak od fajki i od Kwasa, którego przez Ciebie jeszcze bardziej uwielbiam. Dziękuje za każdy komentarz, który wywoływał u mnie fale niepohamowanego śmiechu i za to, że znalazłaś czas i pojawiłaś się u mnie.

Delivery - Kochana Del! No tak, bo dla mnie będziesz Del. Dziękuję Ci za.. o jejku! Za wszystko. Za to, że rozumiesz moje nieogarnięcie, za nasze e-maile. Za Gdańsk, który tak kocham. Za Twojego Wojtka i Zuzę i Łukasza. I za Gdańsk i Trefl. I za moje numerki w komentarzach. Za to, że byłaś i jesteś. I że teraz kiedy to piszę, wspierasz mnie na e-mailu bo jako jedyna wiesz co właśnie robię. 
Dziękuję za każdą Twoją analizę, za próbę odgadnięcia tego czegoś, za miłe słowa, których nigdy dla mnie nie szczędziłaś. Za to, jaka jesteś i za to, że mogłam na Ciebie liczyć. 

Naivy. - Piękna! Dziękuję za to, że byłaś, że mnie wspierałaś i motywowałaś, że zawsze potrafiłaś wywołać uśmiech na mojej twarzy. Za Twojego Muzaja, bo tylko tam go w miarę akceptuję. Za Twojego e-maila i za wszystko. Dziękuję. 

Strangebeat 3 - Czas na Ciebie moja droga. Nie będę mówić jak bardzo jestem zła na Ciebie, że uciekłaś, że Ciebie nie było. Nie u mnie, ale u siebie. Dziękuję, za Twoją chęć poznania Winki autorki, za Twoje domysły i komentarze, za to, że zawsze starałaś się mnie bronić - TAK DARK MÓWIĘ O TOBIE! - gdy ta okropna kobieta, mnie nie potrafiła zrozumieć. Dziękuję Ci z całego serca. 

Dziękuję wam wszystkim za to, że byłyście. Dziękuję każdemu kto pomógł dotrwać mi do końca. Nie sądziłam, że tak szybko mi to zleci. Na prawdę nie spodziewałam się też takiego przyjęcia z waszej strony.

Pomysł na myśli narodził się mniej więcej w ćwierćfinałach Mistrzostw świata.
A raczej.. narodziła się chęć życia trochę innym życiem.
Najpierw był Mika potem Kłos - aczkolwiek nie trwało to dłużej niż tydzień.
Początkowo miłością Winiarskiej miał być.. Wrona.
Mieli być najlepszymi przyjaciółmi od dziecka - takimi naprawdę przyjaciółmi i tak samo miało być z Olkiem - tak, Olka miała być zdecydowanie więcej.
W zamyśle trzech metrów nad wroną - bloga, który ruszył z prologiem i został po nie s pełna dwóch tygodniach usunięty - Wrona i Olek mieli zabiegać o względy Anny. A Anna.. miała bzykać się po kątach z Wroną, ukrywając się przed Olkiem. No ale wiecie.. nie byłabym sobą, gdybym nie mieszała.. wtedy na myśl przyszedł mi Włodi - który miał rozkochać w sobie Winiarską i ją porzucić. Wrona miał być śmiertelnie wkurzony na Włodiego.. bo on miał się z kimś założyć, ze uwiedzie Winiarską. A na koniec miał iść po rozum do głowy, ale Winiarska miała być już z Wroną. I wtedy właśnie tak naprawdę narodziły się myśli.
Nie przypuszczałam, że tak mi się wkręci Włodarczyk, że to on będzie miłością Winiarskiej.
Naprawdę miał być zgorzkniałym w sobie dupkiem, większym od Bartmana.
I naprawdę cały czas twierdzę, że myśli stały się tak atrakcyjne przez sexprzyjaciela Wronę!

Kilka wyjaśnień.
Od samego początku było jasne, że myśli zakończą się happy endem, aczkolwiek musiałam cały sezon czekać, aby zdobyli jakiś medal bo było jasne, że to musi być w takich warunkach.
Serio zaczynałam się obawiać, że będę musiała przedłużyć myśli i czekać do następnego sezonu.. a tym samym spowodowałabym śmierć bloga.
Gratuluję Nikol która trafiła w datę zakończenia.
I Anonimowi, który domyślił się, że chodziło o to, że WW został ojcem chrzestnym.
Jak sami widzicie - przestałam być nieprzewidywalna, więc koniec jak najbardziej jest słuszny.

Coś co nigdy się nie ukazało, czyli pomysły nie zrealizowane:
* Anka miała podejrzewać, że jest w ciąży i dumać czy Wrona czy Włodarczyk jest ojcem.
* Olka, Agaty, Kłosa, Olki, Wrony, Michała i innych siatkarzy - miało być zdecydowanie więcej.
* Winiarska miała spierdzielić z doktorkiem do Nowej Zelandii.
* Marlena miała być w ciąży.. z Conte.
* Zdecydowanie miało być więcej Kwasa w Kwasie.

Gdy zaczęłam pisać myśli, w głębi duszy modliłam się aby na sam koniec było 10 000 wyświetleń i 250 komentarzy. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do wywołania uśmiechu na mojej twarzy i spowodowania, że płakałam jak szalona ze szczęścia. Dziękuję za te 669 komentarzy i ponad 59 000 wyświetleń. Dziękuję za nominację do Liebster Awards, do Top 10. Naprawdę cholernie miło było wiedzieć, że komuś te wypociny się podobają. Dziękuje za 42 osoby obserwujące, dziękuję każdemu, który pozostawił po sobie ślad, przede wszystkim dziękuję wam, że wytrzymałyście ze mną.

A teraz pozwolę sobie napisać coś od siebie do dwóch osób, cholernie ważnych, które "otrzymałam" od myśli. Przecież nie mogłabym o Was zapomnieć.

Kinsey - ja cały czas pamiętam jak weszłam na wywiadownię i się w niej zakochałam. Pamiętam każdy rozdział, który Ty dodawałaś z reguły przed jakimś moim ważnym egzaminem i te rozdziały mnie wspierały. Mówiłam Ci to już nie raz, że jesteś najlepsza i dzielna, że przejedziemy pól Polski tylko po to, albo w sumie aż po to aby napić się wspólnie herbaty. W tym momencie pragnę Ci nieskromnie przypomnieć co mi obiecałaś jak zakończę tą historię dobrze! CZEKAM. Dziękuję, że wytrzymałaś każdy mój e-mail, sms, wiadomość na fb. Że zawsze mogłam napisać i się wypłakać, zwłaszcza, gdy ostatnio tak wiele się działo. Dziękuję, że otworzyłaś się na mnie i na myśli i że nie uciekłaś. Pamiętaj, że skarbówkę zawsze mogę nasłać, ewentualnie NFZ - to też niezłe sku..bańce. Dziękuję za każde poprawienie humoru, za Twój cięty język i za wszystko inne czego nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć. Wiedz, że ja przyjadę do Lubina, znajdę WW, Łomacza, Łukasza od Del i Możdżonka. A jak sobie coś totalnie ubzduram to zostanę i będę na Ciebie czekać pod halą. 
Bo wiesz, że ja mogę, bo mi wolno. 

Em. - mam nadzieję, że złość na mnie, że Cię wkręciłam z rzekomym przyjazdem do Kęt, z niedodaniem rozdziału o północy z niezłożeniem życzeń w momencie kiedy rozmawiałyśmy Ci przeszła. Ja nie wiem co ja mam Ci napisać. Epilog miał Tobie być dedykowany od samego początku bo tyle ze mną wytrzymałaś, albo ja z Tobą? W zasadzie jedna z drugą, wiec chyba jesteśmy kwita. Dziękuję Ci za te nasze e-maile, za chore rozmowy na fb. Za WW, Kwasa, Czaudera i plażówkę.. Za to że nie pozwoliłaś mi usunąć myśli, a gdy je usunęłam wpłynęłaś na mnie abym je przywróciła. Dziękuję Ci za idealnych - i za naszą idealną historię. Dziękuję za każdą rozmowę w których śmiałam się jak szalona. Dziękuję Ci za to, że pokochałam BBTS i Bielsko. Dziękuję za nasze plany na przyszłość. Za oczywistą oczywistość. Za ciuwa i pana od fb. Za uzależniającego i Wojciecha Juliana.Za numerki - bo już nie wiem czy to ja je zaczęłam czy Ty. Za Win i Em. Bo to takie nasze. I nie wiem jak nasza znajomość się potoczy, czy dalej będziemy rozmawiać i mieć kontakt. Nie jestem w stanie tego przewidzieć. Pozostawiam po sobie tego bloga i tych kilka słów, abyś zawsze mogła tutaj wrócić i wspomnieć taką jedną wariatkę, która starała się zawsze jakoś Ciebie wesprzeć. Mam nadzieję, że nigdy niczym Cię nie uraziłam, że nigdy nie zawiodłam. I mam nadzieję, że naszą znajomość będzie wspominać z uśmiechem na twarzy, tak jak za pewne i ja. 

Kocham Was obie tak samo mocno.

Dziękuję wam wszystkim.

Ściskam, całuję i pozdrawiam,
po raz ostatni -

Wasza, 
Win.

edit z godziny 21.51 - jeszcze nie płaczę.

środa, 12 sierpnia 2015

Ale spotkałem ją i to właśnie uczyniło moje obecne życie takim dziwnym. Zakochałem się w niej, gdy byliśmy razem, lecz pokochałem ją jeszcze bardziej w latach, gdy dzieliły nas tysiące kilometrów. Nasza historia składa się z trzech części: początku, środka i końca. I choć w ten sposób rozwija się każda historia, nadal nie mogę uwierzyć, że nasza nie będzie trwała wiecznie.


Dla ukochanej K. 
z okazji urodzin - zwłaszcza tych szczególnych.
Życzę Ci abyś zawsze była uśmiechnięta, 
potrafiła otworzyć się na ludzi tak jak otworzyłaś się na mnie,
miłości tak szalonej i nieprawdopodobnej jak ta, która łączy Annę i Wojciecha, 
żeby Wrocław był naszym wspólnym domem, 
żebyśmy nie musiały nikogo straszyć skarbówką 
i żeby ten pokręcony świat był w końcu przychylny. 
Z całego pokręconego serca, 
wariatka stulecia, 
Win. 

***

Drogi Wojtku. 

Pomimo tego co twierdzą inni jestem okropną pisarką i najszczerzej na świecie, 
nie mam za grosz pojęcia jak powinno się pisać listy. 
Zwłaszcza te, w których chce się tak wiele powiedzieć i przekazać. 
Wiem, że liczyłeś na rozmowę, szczerą i dojrzałą, lecz ja nie miałam na nią odwagi. 
Bo ciężko jest rozmawiać z Tobą o uczuciach, którymi cały czas Cię darzę. 
Ciężko jest patrzeć na Ciebie, kiedy tulisz do siebie Paulinę, okazujesz jej miłość i kiedy jesteś tylko jej. Wiem, że wszystko schrzaniłam. Przez swoje arcy dziecinne zachowanie, przez swoją niedojrzałość i upartość. Ale w zasadzie zawsze to we mnie najbardziej lubiłeś, prawda? 
Tą niemożliwą do pokonania upartość. 
Byłam gorsza od Ciebie - i to chyba było we mnie najlepsze i najgorsze zarazem.
Opowiadając o Tobie jedynej koleżance jaką mam na wydziale, 
nie za bardzo potrafiłam skleić porządnie jakiekolwiek zdanie. 
Do momentu gdy nie zadała bardzo prostego pytania. 
Mianowicie, jaki jest mój Wojtek? 
I wtedy uświadomiłam sobie, że Ty już nigdy nie będziesz mój, 
pomimo iż przez chwilę nim byłeś. 
Świadomość, że już nigdy nie zobaczę Ciebie śpiącego z tym błogim uśmiechem na ustach, 
w rozmierzwionych na wszystkie możliwe strony włosach, wymawiającego przez sen moje imię. Tego Wojtka Włodarczyka, który był szalenie narwany, 
zazdrosny o mnie na wszelkie możliwe sposoby, przede wszystkim tego, 
który był zawsze wtedy, gdy go potrzebowałam. 
Bo tylko Ty za każdym razem gdy przyjeżdżałam do Bełchatowa, 
witałeś mnie kubkiem ulubionej herbaty. 
Bo każdy, nieważnie jaki by nie był, musiałam kończyć kubkiem gorącej herbaty. 
Potrafiłeś siedzieć przy mnie, za każdym razem gdy miałam te pełne zwątpienia noce, 
kiedy sen nie miał zamiaru mnie odwiedzić, siedziałeś całą noc, a następnie zmęczony, 
dopiero nad ranem gdy zasypiałam, szedłeś na trening i tak dawałeś z siebie wszystko. 
Bo zawsze mój Wojtek dawał z siebie wszystko. 
Wszystko robione z Tobą było najlepsze na świecie.  
To jak zabierałeś mnie na długie wieczorne spacery, pozwalałeś czytać książki, 
nawet jeżeli mieliśmy mało czasu dla siebie, nie przeszkadzało Ci, że nie poświęcałam Ci uwagi. 
Ty leżałeś i zasypiałeś na moich brzuchu i to uczucie i te chwile były najpiękniejsze. 
Nigdy nie zapomnę tych magicznych chwil kiedy byliśmy w Twoim rodzinnym domu 
i mieliśmy wspólnie oglądać spadające gwiazdy, w końcu ich nie zobaczyliśmy, 
bo przysłoniłeś mi niebo, całując tak jakby robił to po raz pierwszy i ostatni, 
mówiąc jeszcze przy tym, że nie potrzebujesz spadającej gwiazdy, 
bo wszystkie Twoje pragnienia są tuż obok, na wyciągnięcie ręki. 
Że nigdy nie przypuszczałam, że pokocham tego bełchatowskiego impotenta, 
że będzie dla mnie znaczył o wiele więcej niż Wrona. 
Nie przypuszczałam także, że można kochać kogoś tak bardzo i dlatego, 
że nie potrafię inaczej zgodziłam się wyjść za Maćka. 
I w momencie, kiedy chciałam to wszystko wypowiedzieć na głos 
i przyznać się sama przed sobą do swoich uczuć do Ciebie, dowiedziałam się, że zostaniesz ojcem. Wiem, że będziesz najlepszym tatą na świecie, takim o jakim każde dziecko marzy
 i najlepszym partnerem, za jakiego Paulina powinna dziękować codziennie Bogu. 
Taki jest mój Wojtek. I nikt go nie zna z tej strony, nikt oprócz mnie. 
Bo tylko taki Włodarczyk mógł sprawić, 
że Anna Winiarska miękła za każdym razem gdy byłeś obok, 
że nie spałam po nocach myśląc i tęskniąc za Tobą, 
nawet wtedy gdy mówiłam Ci jak bardzo Ciebie nienawidzę. 
Najbardziej żałuję, że nie miałam odwagi tego wszystkiego Ci powiedzieć, 
kiedy były ku temu sposobności. 
Proszę Cię tylko o to, abyś nigdy nie zapomniał takiej wariatki, 
która wierzy, że jeszcze dostaniesz powołanie 
i zawalczysz o największe i najcenniejsze dla sportowca medale. 
A gdy będziesz miał chwile zwątpienia i wątpliwości - spójrz w niebo i pomyśl, że ta wariatka robi dokładnie to samo i myśli o Tobie. 
Bo tak naprawdę, już od pierwszego spotkania w Anglii, należałam do Ciebie. 

A.


A potem zobaczyłam to cholerne zdjęcie 
i cała nadzieja prysnęła jak bańka mydlana.
Pod zdjęciem usg widniała następująca treść:




W tym momencie, umarłam.
 

***

Droga Anno,

prawdopodobnie pierwszy i możliwe, że ostatni raz w życiu piszę do kogoś list.
Pamiętam nasze pierwsze spotkanie - i nie mówię o tym w klubie.
Pierwszy raz widziałem Ciebie wtedy wychodząca w pośpiechu razem z Wroną. 
Zazdrościłem mu tego, zazdrościłem mu Ciebie. 
Przede wszystkim pamiętam Twój uśmiech, ten który zarezerwowałaś tylko dla mnie. 
Pamiętam jak za każdym razem na początku naszej znajomości mówiłaś, 
że mam się nie przywiązywać bo mnie nie pokochasz i że złamiesz mi serce. 
Dlaczego Ciebie wtedy nie posłuchałem? Bo podświadomie chciałem tego uczucia. 
Chciałem mieć Ciebie tylko i wyłącznie dla siebie. 
Masz mi za złe, że Cię okłamałem i nie potrafiłem okazać swoich uczuć. 
Masz rację, na początku to była zabawa. Chęć zemsty na Wronie, ale nie potrafiłem. 
Mogłem mu powiedzieć wtedy, gdy was spotkałem w Londynie. 
Nie zrobiłem tego. I nie, nie dlatego, że nie spaliśmy wtedy ze sobą. 
Dlatego, że coś wewnątrz mnie mówiło mi, że nie mogę pozwolić Ci zniknąć. 
Zacząłem całą tą zabawę, bo to był jedyny sposób na Ciebie. Sposób by Ciebie mieć. 
Nie sądziłem, że tak łatwo uwierzysz w to, że mógłbym przespać się z Tobą, 
wiedząc że jesteś na tyle pijana by nic nie pamiętać. 
A uwierz – byłaś napruta jak nigdy później, że kiedy rozebrałaś mnie i siebie, 
po prostu, najzwyklej w świecie, jak małe dziecko zasnęłaś obok. 
Wierzyłaś w przypisaną mi łatkę, że nigdy przenigdy dwukrotnie nie pójdę do łóżka z tą samą kobietą. Chciałem byś w to uwierzyła. Wtedy po urodzinach Dagmary tak myślałaś prawda? 
Myślałaś, że to ja drugi raz decyduję się na Ciebie. 
To Ty uwiodłaś mnie po imprezie w klubie, tego chciałaś. 
Pytałem Cię wtedy czy tego na pewno chcesz, bo wiedziałem, 
że jeżeli Ci ulegnę po raz kolejny to nie będzie odwrotu. 
Bo wtedy już wiedziałem, że nie mogę tak po prostu zapomnieć o tym uśmiechu i tych rudych włosach. Teraz pisząc do Ciebie tych kilka słów, siedzę na parapecie tak jak Ty to robiłaś. 
Patrzę na ulicę i czekam. Czekam, bo mam nadzieję, że zaraz wejdziesz i powiesz, że chcesz herbaty. Bo każdy dzień musieliśmy zaczynać kubkiem Twojej ulubionej herbaty. 
Miałaś rację. Jestem skończonym dupkiem, chamem i prostakiem. Przede wszystkim jestem tchórzem. Tchórzem, który nie miał odwagi walczyć. 
Wszyscy oczekują ode mnie, że powiem Ci abyś nie wychodziła za niego za mąż. 
Tylko Ty mogłaś na taki pomysł wpaść. Nikt inny. Tylko Ty. Bo to Twoja największa wada i zaleta. 
To jest to co w Tobie kocham i nienawidzę najbardziej na świecie. Twoje irracjonalne pomysły. Twoja chęć ucieczki. Znikać i wracać – przecież to takie Twoje, prawda? 
Tylko tym razem już nie wrócisz. Nie wrócisz i nie powiesz mi jak bardzo tęskniłaś za mną. 
Już nigdy nie będziesz moja. To nie jest najgorsze. 
Najgorsza jest świadomość, że nigdy nie będę miał możliwości powiedzieć Ci jak bardzo Cię kocham, jak wielkim byłem szczęściarzem, kiedy miałem Cię obok siebie. 
Jak cholernie bałem się o Ciebie za każdym razem, kiedy nie mogłem być tuż obok Ciebie.. 
Jak lubiłem patrzeć na Ciebie kiedy się uczyłaś, 
czytałaś książkę czy katowałaś mnie piosenkami z Glee. Lubiłem to. Tak cholernie to lubiłem. 
Żałuje, że już nigdy nie zobaczę Cię śpiącej w moich ramionach, w moich ciuchach, w których lubiłaś siedzieć, bo podobno kiedy mnie nie było to był jedyny sposób, aby wytrzymać do spotkania. 
Żałuję, że nie zobaczę tych ogników w Twoich oczach, że nie poczuję Twojego ciepła i dotyku. 
A przede wszystkim żałuję, że już nigdy nie powiesz mi jak bardzo mnie nienawidzisz, a ja żeby udowodnić Ci, że to nie prawda zacznę Ciebie całować, mocno przyciągając do siebie. 
Nie poczuję twych drobnych pięści na swojej klatce piersiowej, 
którymi zawsze mnie bombardowałaś, gdy całowałem Ciebie w taki sposób, 
że nie potrafiłaś mi odmówić. 
To była moja jedyna przewaga jaką nad Tobą miałem mała. 
Ale i to nie jest najgorsze, najgorsza jest świadomość, 
że nigdy nie będę miał okazji wypowiedzieć Ci do ucha, że Cię kocham. 
Bo kocham. 
Najmocniej na świecie. I zawsze będę o Tobie pamiętał. 
Bo nie mógłbym zapomnieć kogoś takiego jak Ty. 
Kogoś kto skradł moje serce.

W.  

Po dodaniu zdjęcia na najbardziej znanym portalu, ujrzałem ją. 
Wyglądała pięknie. W białej sukni wyglądała jak marzenie każdego mężczyzny. 
Moje marzenie, które bezpowrotnie odeszło. 
Obok niej stał uśmiechnięty Maciej, w drogim garniturze, obejmował ją w pasie. 
Jak za mgłą zobaczyłem widniejące pod zdjęciem napisy.








W tym momencie, umarłem.

***
Dwudziesty piaty rozdział powstał za czasów kiedy ukochane dziecko jest nadal dzieckiem.
Cóż.. gdy to czytasz - tak Kinsey mówię o Tobie, jesteś już pełnoletnia i w prawdzie nie razem fizycznie, ale w jakiś nasz chory sposób, zapewne razem świętujemy Twoje urodziny. 25 rozdział, ostatni tego typu, ostatni "normalny" na blogu miał być Tobie zadedykowany od momentu, gdy zaczęłam dedykować rozdziały. Wiem, że to nie jest szczyt moim możliwości, że nie wszystko jest zrozumiałe i przede wszystkim nie jest to, to czego wszyscy by chcieli, ale taki musi być i mam nadzieję, że chociaż w jednej milionowej podoba Ci się rozdział i taki prezent.

INFO do rozdziału, każde z nich przeczytało listy. Anka nie oddała mu nieotwartego listu, tylko dała mu ten do niego. To coś na szarym tle w zamyśle jest podpisem pod zdjęciem na instagramie. Przeczytali listy dopiero później, bo długo się zbierali i takie bum nagle! Mam nadzieję, że rozumiecie chociaż w jednej setnej co miałam na myśli.

Tak, wiem Dark. Dalej mnie nienawidzisz. :*

Na następny zapraszam za dwa tygodnie w piątek. 
Dokładnie 28 sierpnia. 

Wasza, 
Win.

edit. na 4 minuty przed dodaniem - Kinsey, dzwonię! 

piątek, 7 sierpnia 2015

Wydaje mi się, że jesteśmy nierozłączni... Że to po prostu już się stało i że tak będzie zawsze. Że jeśli nawet zostanę zapisem w Twojej pamięci, jakąś datą, jakimś wspomnieniem, to i tak będzie to powrót do czegoś, co się tak naprawdę nie odłączyło. Po prostu się przesunęło na koniec kolejki osób istotnych.

Odkąd tylko mogę sięgnąć pamięcią nigdy nie przepadałam za świętami Bożego Narodzenia. Były dla mnie dniem jak każdy pozostały w roku - z tym wyjątkiem, że wszyscy wokół stają się wtedy pobożnymi katolikami, a osoby które najchętniej zamordowałbyś wkładając łyżkę do gardła - całują Cię i składają pełne obłudy życzenia. Prawda jest taka, że każdy czeka na święta z dwóch "arcy cholernie ważnych" powodów.
1) Jedzenie - dobra.. umówmy się, lodówka jest moim najlepszym przyjacielem, a kapustę z grochem uwielbiam - zwłaszcza tą, zrobiona przez najstarszą z rodu Winiarskich. W święta smakuje inaczej - ale dlaczego? Czy ktoś zastanawiał się dlaczego? Bo przez pozostałe 360 dni nie jemy kapusty z grochem, makówek i nie pijemy kompotu z suszonych śliwek. Karzą Ci na to czekać - tak samo jak czekasz na arbuza, truskawki czy nawet brukselkę! CZEKASZ i to czekanie sprawia, że to wyczekane jedzenie tak bardzo Ci smakuje, to nie magia świąt, to po prostu niezbity dowód na to, że to na co się długo czeka, zawsze smakuje najlepiej.
2) Kolejny jak nie najważniejszy dla większości naszego społeczeństwa powód to prezenty. Umówmy się każdy czeka na prezenty, a nie na ponowne urodzenie się Pana Jezusa prawda?
I chyba dlatego nigdy nie lubiłam świąt. Po prostu według mnie, mają one sens, gdy cała rodzina zjeżdża się, gdy ludzie którzy są oddaleni od siebie o kilkaset kilometrów spotykają się i mają szansę w końcu okazać sobie łączące ich uczucia - bo tak powinno być, prawda? Ciepło rodzinne, wspólne dzielenie się opłatkiem, czy śpiewanie kolęd - tak powinny wyglądać święta! Ludzie powinni być razem zawsze, w końcu są rodziną, a dzielące ich kilometry coraz częściej stają się dobrą wymówką by nie odwiedzać i nie utrzymywać kontaktu z najbliższymi.
Dlatego nigdy nie lubiłam okresu od 18 grudnia do 1 stycznia włącznie. Bo tak samo jak ludziom odbijało zawsze z okazji zbliżających się świąt - odbija im dwa dni po nich na sylwestra.
A wiecie co w tym wszystkim jest najbardziej zaskakujące, ktoś nie wiadomo po co wmówił ludziom, że wraz z pojawieniem się Nowego Roku całe życie się zmieni - a to przecież największe kłamstwo tej ziemi! Czy oprócz tego, że jako dziecko przez pierwsze trzy miesiące szkoły musiałeś uważać pisząc datę by się przestawić, ma jakiś szczególny wpływ na Twoje życie? Czy zaraz po założeniu nowego kalendarza na ścianę Twoje życie diametralnie się zmieni? O północy nic nadzwyczajnego się nie stanie. Nie ma pstryknięcia jak za sprawą czarodziejski różdżki, która miałaby odmienić Twoje życie o północy. Równie dobrze, możemy ustalić Nowy Rok w czerwcu - przynajmniej nikomu nie będzie pizgać po nogach, nie ma żadnych świat w czerwcu, więc na pewno nie przytyjesz po zjedzeniu całego świątecznego stołu. Święta i sylwester to dwa najgorsze kłamstwa, którym co roku każdy mnie bombardował. Aż do momentu, kiedy sama zapragnęłam spędzić kilka dni w rodzinnym domu z ukochanymi bratankami, bratem i bratową. Tak po prostu, nie wiele myśląc spakowałam swoje, a następnie Maćka rzeczy i na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, ponownie w przeciągu ostatnich kilku miesięcy, siedziałam na plastikowym krzesełku w hali odlotów, oczekując na lot do Polski.

31 grudnia 2014
Pewnym krokiem szłam po schodach w kierunku warszawskiego mieszkania. Dźwięki muzyki mieszały się ze sobą na korytarzu, wprawiając wszystkich przechodzących o palpitacje serca i ból głowy. Nie pewnie zapukałam do mieszkania, gdy po 10 minutach nikt nie raczył mi ich otworzyć niepewnie pociągnęłam za klamkę, sprawiając że drzwi otworzyły się przede mną. Nie pewnym krokiem weszłam do środka, gdzie odbywała się właśnie impreza sylwestrowa. Zamknąwszy za sobą drzwi, usłyszałam charakterystyczne O kurwa, po czym silne dłonie szatyna spoczęły na moich wystających kościach biodrowych, aby po chwili podnieść mnie jak najwyżej ku górze.
- Wrona, deklu przebrzydły! Odstaw mnie z powrotem na ziemię! - krzyczałam przez śmiech.
W jednej sekundzie wszyscy zbiegli się do przedpokoju, lecz moją uwagę najbardziej przykuły dwie osoby. Ola i Wojtek. Mój powrót był dla nich zaskoczeniem. A w zasadzie, dla kogo nie był? Nieśmiało uśmiechnęłam się w ich stronę. Aleksandra nie uraczyła mnie ani jednym spojrzeniem, tylko gwałtownie zniknęła za drzwiami łazienki, po czym się w niej zamknęła.
- Daj jej chwilę. - poczułam mocny uścisk dłoni przyjmującego na swoim ramieniu. - Karol nie ma z nią łatwo, od momentu kiedy dowiedziała się o  Twoim i ... - widziałam jak ciężko mu z tym wszystkim się pogodzić. Jak to słowo nie potrafi przejść mu przez gardło. - Ania, możemy porozmawiać?
- Przywitam się tylko ze wszystkimi i wrócę później do Ciebie.

Lecz nie udało mi się do niego wrócić. Po przywitaniu z Kwasem i Martyną, którzy zaszczycili stolicę swoją obecnością, Natalią, która nie omieszkała powiedzieć mi co o mnie sądzi, pomimo upomnień Przemka i poznaniu nowej dziewczyny Wrony, czas przyszedł na Paulinę. Brunetka od razu poprosiła mnie o rozmowę. Bez cienia wątpliwości udałam się z nią do kuchni, która była jedynym wolnym miejscem w całym mieszkaniu na warszawskim śródmieściu. Usiadłam tak jak zawsze miałam to w zwyczaju na parapecie kuchennym, widok zza okna pokazywał trochę przyprószoną śniegiem ulicę Warszawy.
- O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
- Wybacz mi moją bezpośredniość, ale mam prośbę. - spojrzałam ze zdziwieniem na partnerkę Włodarczyka. - Mogłabyś zniknąć całkowicie z życia Wojtka? Za niedługo będzie ojcem, a jak sama dobrze wiesz, a jeżeli nie wiesz to właśnie się dowiesz - dziecko potrzebuje ojca. Ojca i matki. - ręka Pauliny automatycznie powędrowała na brzuch dziewczyny. Jasne, w ostatnim czasie trochę przytyła, ale nadal wyglądała oszałamiająco. - Jestem w 3 miesiącu.
- Co? Ale.. jak to jesteś w ciąży? To na pewno jego dziecko?
- Nie rób ze mnie dziwki. Ja nie sypiałam z byle kim. - z tylnej kieszeni spodni wyciągnęła zdjęcie usg, które po chwili wręczyła mi do ręki. Jej dane osobowe, data, wszystko zgadało się. Mój świat zaczął wirować.
- Wie? - spytałam drżącym głosem.
- Nie. Chce mu powiedzieć, po sylwestrze, by dobrze zakończył 2014 rok i jeszcze lepiej rozpoczął 2015. Miałaś swoją szansę, ja dostałam kolejną, proszę Cię abyś z nim nie rozmawiała. Usłyszałam jego rozmowę z Kwasem, wiem, że chce byś do niego wróciła. Wiem, że mnie nie kocha, ale dziecko potrzebuje ojca.
Emocje wzięły nade mną górę, a trzymana przeze mnie szklanka pękła, kalecząc przy okazji całą moją prawą dłoń. Nawet nie wiem kiedy Wojtek z Kwasem znaleźli się obok mnie. Poprosiłam Włodarczyka by wyszedł z kuchni razem z Pauliną, której zrobiło się nie dobrze na widok ciemnej barwy krwi.
- Anka to będzie trzeba szyć. - powiedział Kwasu, trzymając mocno moją dłoń pod zimną woda.
- Daj spokój, tam jest apteczka. - wskazałam palcem na jedną z jasnych kuchennych szafek. - Nie zapominaj, że za nie całe dwa tygodnie, będę żoną przyszłego lekarza. Uwierz, to lekkie draśnięcie. - przyjmujący uśmiechnął się do mnie życzliwie.
- On Ciebie kocha, dlaczego nie możecie usiąść i porozmawiać jak dwoje dorosłych ludzi?
- Bo minęło za wiele czasu Kamil, za wiele rzeczy wydarzyło się w przeciągu tych siedmiu miesięcy.

Większość starego roku spędziłam zamknięta z Wroną, Sabiną - jego dziewczyną, która okazała się o wiele bardziej ogarnięta niż Marlena, Olą i Karolem w łazience. Butelka wina, jedna za drugą w zawrotnym tempie sięgała dna, a my wspominaliśmy. Picie z jednej butelki, było przerywane na głośne lamenty przyszłej Pani Kłos, że traci swoją najlepszą przyjaciółkę bezpowrotnie, a groźbami ze strony Wrony, że on nigdy nie wybaczy mi tego małżeństwa. Na nic były moje, Sabiny czy nawet Karola tłumaczenia. Oni znali prawdę, znali mnie. Wiedzieli, że pomysł ze ślubem był najgorszą rzeczą jaką mogłam postanowić. Na dwie godziny przed północą, w nieco już weselszym humorze, usiedliśmy na skórzanej kanapie w największym pokoju mojego warszawskiego mieszkania, gdzie wszyscy doskonale się bawili. Bełchatowska trójca oraz Paulina, stronili od alkoholu w ostatni dzień 2014 roku. Panowie z powodu treningu, który mieli zaraz po Nowym Roku, a Paulina.. z powodu bólu brzuchu. Kątem oka przyglądałam się siedzącej na kolanach Włodarczyka Kwiatkowskiej. Za wszelką cenę starała się wbić nóż w moje serce. Udawało się. Widok ich, całujących się, był dla mnie najgorszą karą jaką mogłam otrzymać. No cóż, Winiarska zasłużyłaś sobie. I nie jesteś w stanie już nic na to poradzić.

Leżałam na puchowym kocu w kolorze miedzianego brązu. Dym z papierosa szybko wsiąkał w strukturę czarnych rękawiczek, a ja skupiałam się na tym, aby równomiernie zaciągać się nikotyną i swobodnie wypuszczać dym z ust. Tępym wzrokiem przyglądałam się betonowym wykończeniom na balkonie powyżej. Zewsząd do moich uszu dobiegały strzały puszczanych petard. Sylwester w Warszawie zawsze wyglądał tak samo - przepych i cudowny pokaz fajerwerków, który zaczynał się na kilka godzin przed północą, potrafił trwać nawet do wczesnych godzin porannych Nowego Roku.
Jednakże tym razem posiadał magię. Jakaś niepohamowana we mnie siła, mówiła mi, że wszystko będzie dobrze, że on jest szczęśliwy i ja też powinnam być. Najśmieszniejsze jest to, że byłam szczęśliwa. Cieszyłam się jego szczęściem, pomimo iż wiedziałam, że wiadomość o tym, że zostanie ojcem będzie dla niego zaskoczeniem, naprawdę sądziłam, że po pewnym czasie przyzwyczai się do nowej roli - i co najważniejsze, będzie spełniony.

***
31 grudnia 2014/1 stycznia 2015

- Zawsze wiedziałem, że wam, Winiarskim brakuje piątek klepki, ale Ty Anno w swoich pomysłach bijesz na głowę nawet swojego szalonego brata.
- Jeb się Włodarczyk. - jej lekko pijany głos sprawił, że lekko uśmiechnąłem się do szatynki. - Ja jestem wyjątkowa, może trochę szalona, ale..
- Ale taki Twój urok, wariatko. - Winiarska podparła się na łokciach i spojrzała na mnie tymi swoimi błękitnymi tęczówkami.
- Przypominam, że jestem biednym studentem, nie mam pieniędzy, nie pożyczę, a jeść tym bardziej Ci nie zrobię, jestem zbyt pijana.
Pokręciłem z niedowierzaniem głową, usiadłem obok dziewczyny i chwyciwszy białego papierosa, dałem jej do zrozumienia, że mam ochotę na kilka zaciągnięć nikotyną.
- Włodarczyk, nie wolno Ci. - powiedziała z wyrzutem.
- Jak ręka?
- Dobrze, wiesz jak to mówią, do wes...
Zmroziło mnie. No tak, przecież zawsze każdy tak powtarza - do wesela się zagoi, tylko teraz, w tej sytuacji brzmi to cholernie dziwnie. Bo ona za kilkanaście dni nie będzie już panną, będzie Anną Jasińską z domu Winiarska. Ta myśl zaczęła mącić mój umysł. Chciałem wstać i wrócić do reszty, bawiącej się w salonie. Poczułem nagle drobną dłoń Winiarskiej na swojej ręce. - Wojtek, ja wiem, że to spieprzyłam, ale czasu nie cofniemy i to co było już nie wróci. Ty masz swoje życie z Pauliną, ja mam swoje z Maćkiem. Błagam, nie rańmy siebie nawzajem.
- Anka, razem to spieprzyliśmy, rozumiesz? - chwyciłem jej twarz w dłonie. Były rudzielec opuścił wzrok. Kciukiem podniosłem jej podbródek sprawiając by spojrzała w moje oczy. - Ania, to nie była zabawa. To było prawdziwe.
- Wojtek.. - jej głos zadrżał.
- Nie będę Ciebie przekonywał abyś nie wychodziła za niego za mąż. To nic nie da, jesteś najbardziej upartą osobą na ziemi i zmuszanie Ciebie do czegokolwiek, przyniesie tylko odwroty skutek do zamierzanego. Chcę Twojego szczęścia, mała.
- Jestem z nim szczęśliwa i jestem pewna, że i Ty będziesz z Pauliną.

Siedziałem na skórzanej kanapie i przyglądałem się jak Ania tańczy z Kamilem. Brakowało mi jej obecności, co nie uszło uwadze Kwiatkowskiej, która zaraz po północy poszła na górę, gdzie zajmowaliśmy razem pokój Winiarskiej. Oczywiście chciałem spać w pokoju gościnnym, ale Ania nie widziała żadnego problemu w tym, że razem z Pauliną zajmowaliśmy jej pokój - przynajmniej tak mówiła. Około czwartej nad ranem, kiedy większość ludzi opuściła mieszkanie znajdujące się w śródmieściu, leżałem na łóżku w małym pokoju na górze. Bielszczanka leżała obrócona plecami do mnie. Doskonale wiedziałem, że jest na mnie wściekła, ale mimo wszystko Anka dalej żyła w mojej głowie i w sercu. O niej nie potrafiłem zapomnieć. Z głębokich zamyśleń na temat Winiarskiej wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
- Proszę.
- Cześć, ja tylko na chwile. Chciałam zabrać jeszcze kilka rzeczy do Stanów. - podniosłem się lekko na łokciach. Przyglądałem się drobnym rysom dziewczyny.
- Ania to Twój pokój.. nie musisz mi się tłumaczyć..
- Nie chciałam was obudzić ani przeszkadzać.
- Winka.. - jęknąłem.
- Wojtek, ja tylko wezmę kilka rzeczy i znikam.
- Kiedy masz lot?
- Dzisiaj o 10, ale muszę jeszcze jechać na mieszkanie do Olka.
- Zawiozę Cię.
- Nie trzeba, poradzę sobie.
- Proszę, pozwól mi.

Siedzieliśmy w aucie przed kamienicą w której mieszkał Aleksander i jeszcze kilka miesięcy temu doktorek. Zbierałem się w sobie by pożegnać się z Anną. Wiedziałem, że od wyjazdu dziewczyny dzieli nas zaledwie kilka godzin. Dziewczyna nerwowo bawiła się kciukami, pocierając jeden o drugiego. Zawsze tak robiła, gdy nie wiedziała co powiedzieć, a sytuacja ją krępowała. Z tylnego siedzenia wziąłem do ręki mały pakunek, który zaraz podałem dziewczynie.
- Co to?
- Prezent.
- Ale..
- Otwórz.
Winiarska niechętnie oderwała kolorowy papier. Gdy ujrzała szarą okładkę książki z czarnymi pogrubianymi literami, zaniemówiła.
- Matko przenajświętsza, gdzieś Ty to znalazł.. i skąd wiedziałeś? Znalezienie tego wydania Ani graniczyło z cudem, przecież.
- Powiedzmy, że mam swoich informatorów. Jest tylko jeden warunek. Otwórz ją zaraz gdy znajdziesz chwilę czasu.
- Dziękuję. - poczułem ciepłe usta przyszłej pani prawnik na swoim policzku.
- Ania - położyłem dłoń na dłoni dziewczyny. Spojrzała na mnie, jej błękitne tęczówki zaszkliły się pod wpływem łez, które zaczynały gromadzić się w kącikach oczu dziewczyny. - Ej, wariatko. Nie waż mi się płakać, słyszysz? - pokiwała tylko twierdząco głową, a ja nabrawszy głęboko powietrza, odpiąłem pas i przytuliłem ją mocno do siebie. - Anka, zawsze będziesz dla mnie najważniejszą kobietą w życiu, rozumiesz?
- Wojtek.. - chwyciłem jej twarz w dłonie. Przybliżyłem swoją twarz do ust dziewczyny i lekko je pocałowałem. Gdy nie spotkałem się z sprzeciwem, pogłębiłem pocałunek. Tak bardzo brakowało mi tych ciepłych ust, jej zapachu, jej całej. Gdy oderwałem się od Ani, spojrzałem na nią. W dalszym ciągu miała zamknięte oczy, a spod powiek spływały pojedyncze łzy. Ucałowawszy lekko jej głowę powiedziałem:
- Jeżeli kiedyś będziesz znów wolna i ja nie będę wtedy miał nikogo to nie pozwolę znów Ci odejść.
- Włodarczyk jesteś idiotą. - powiedziała pociągając nosem. Zaśmiałem się głośno.
- Może jeszcze kiedyś los da nam szanse Ania.
- Może.

Kiedy wróciłem do mieszkania na warszawskim śródmieściu, Paulina jeszcze spała. Usiadłem na skraju łóżka i tępo wpatrywałem się w zdjęcia Winiarskiej poustawiane po całym pokoju. Świadomość, że za kilka godzin znów będzie na drugim krańcu świata, mąciła mi w głowie. Poczułem ciepłe usta Pauliny na swojej szyi, po chwili jej drobne ręce zaczęły krążyć po mojej klatce piersiowej. Zdecydowanie brakowało mi seksu, dotyku i obecności drugiej osoby. Mimo to nie potrafiłem tak po prostu przespać się z byłą dziewczyną.
- Paulina nie teraz, jestem zmęczony.
- Ty zawsze jesteś zmęczony! - wycedziła przez zaciśnięte zęby Kwiatkowska. - Co ta ruda małpa ma takiego w sobie, że nawet jak jej nie ma obok to Ty i tak jesteś w stanie dla niej zrobić wszystko?
- Zważaj na słowa, dobrze Ci radzę.
- Bo co? Zostawisz mnie? Włodarczyk nasz związek to bujda! Ty cały czas myślisz tylko o niej, byłbyś w stanie zrobić dla tej gówniary wszystko. A ona?
- Co ona?
- Ona tak łatwo uwierzyła, że mogłabym być z Tobą w ciąży.

Jak szalony pędziłem do mieszkania, gdzie zatrzymała się Anka z Maćkiem. Miałem nadzieję, że jeszcze ją zastanę. Wbiegłem szybko na 4 piętro wieżowca i z całej siły zastukałem w drzwi. Lecz nikt nie miał zamiaru ich otworzyć. Po kilku minutach, klnąc dość głośno pod nosem zbiegłem z powrotem na dół i wsiadając do auta, skierowałem się w stronę warszawskiego lotniska. W Warszawie nie ma zasady jaki dzień tygodnia, a tym bardziej roku właśnie jest. Zawsze są korki. W głębi duszy modliłem się, by przeczytała cholerny list, który znajdował się w środku książki, by jednak nie wyjechała. Po prawie godzinie na kilka minut przed godziną 10 udało mi się w końcu zaparkować auto na parkingu obok lotniska. Jak szalony biegłem w stronę hali odlotów. Cały czas modląc się by móc ją jeszcze zatrzymać. Kiedy wleciałem do hali, zauważyłem brodatego przyjaciela, który opierał się leniwie o oparcie krzesła.
- Przykro mi Włodi - Wrona siedział na plastikowym krześle, podpierając jedna ręką swoją głowę. - Spóźniłeś się. Widzisz ten samolot? - wskazał na białego Airbusa wzbijającego się w powietrze. - To w nim odlatuje ta, którą kochasz matole.- dodał i podał mi list, który podobno zostawiła w ramach pożegnania. Straciłeś ją Włodarczyk, bezpowrotnie ją straciłeś.

***
tamdamamam.
24.

dziękuję za podwójną nominację do TOP 10.
obiecuję na dniach wytypować moje TOP 10.

zostawiam wam to powyżej.

ze specjalną dedykacją dla Kalki i Latte, czyli Nicol.
dziękuję za wsparcie, za to, że jesteście.

to ostatnia tego typu dedykacja.

Na rozdział 25 zapraszam w przyszłym tygodniu.

Wasza,
Win.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

- Kto dzwonił? - Przeznaczenie. I jeśli to dobrze rozegramy, może okazać się naszym ratunkiem.

6 grudnia 2014

Nigdy nie sądziłam, że rola kury domowej przypadnie mi do gustu. Zaraz po powrocie z chrzcin, postanowiłam nauczyć się gotować. Maciek robił za królika doświadczalnego i pomimo moich obaw, całkiem dobrze znosił moje kuchenne poczynania. Któregoś dnia, nawet stwierdził, że nawet jego mama tak słodko nie wygląda, kiedy przypali kotlety. Cóż.. może do najlepszych kucharek nie należałam, za to miałam nadzieję, że chociaż żoną będę o wiele lepszą.

Późnym popołudniem, postanowiliśmy pójść na mikołajkowy spacer parkiem zwanym Harvard Yale, nieopodal którego znajdował się Harvard Sqaure. Drobny grudniowy śnieg prószył ze wszelkich stron, ozdabiającym tym samym wszystkie uliczki, latarnie i pobliskie sklepy. Na swojej drobnej dłoni, na którą nałożona była skórzana rękawiczka w kolorze czekoladowego brązu czułam dużą dłoń chłopaka. Jasiński z przejęciem opowiadał mi o zajęciach w laboratorium. Widziałam, jaką radość sprawia mu możliwość studiowania na jednej z najlepszych uczelni świata. Był jak małe dziecko, które od dawna oczekiwało na wymarzoną zabawkę. Radość, która od niego biła, zarażała wszystkich w okół. Był tak podobny do Olka, że czasami zdarzało mi się do niego zwracać imieniem ukochanego przyjaciela. Aleksander był jedyną osobą, nie wliczając w to oczywiście mojej rodziny, która utrzymywała ze mną kontakt. Zgodził się również zostać świadkiem Maćka na naszym ślubie - świadomość, że chociaż on będzie ze mną w tym dniu, dodawała mi otuchy.

Siedziałam wtulona w narzeczonego, płatki śniegu leniwie opadały na czarną czapkę, która zakrywała moje włosy, uszy i zatoki. Spod ciemnego materiału wprost na zieloną parkę, opadały brązowe kosmyki włosów. Upajałam się widokiem. Dzieci biegające wokół dużego pomnika na środku bursztynowego placu, przypominały mi święta w Bydgoszczy. Zawsze co roku, na kilka dni przed świętami, spotykaliśmy się z Agatą, Andrzejem i Aleksandrem na Placu Wyspiańskiego nieopodal fontanny zwycięstwa. W kawiarni, która została otworzona jeszcze przed drugą wojną światową, zwykliśmy pić gorącą czekoladę z odrobinkami cynamonu, która doskonale rozgrzewała. Byliśmy niczym Drużyna "A", z kultowego serialu na przełomie lat 80. Z tym wyjątkiem, że żadne z nas nie stanęło przed sądem wojskowym, aczkolwiek dzięki różnicy naszych charakterów doskonale się dopełnialiśmy. Z pięknych wspomnień okresu dzieciństwa wyrwał mnie Jasiński, czułym pocałunkiem. Niepewnie, kciukami potarłam zimne od mrozu polika mężczyzny. W jego oczach odbijał się blask ulicznych latarni. Wszechogarniający błękit, który wydobywał się z jego tęczówek dodawał mi siły. Czułam, że mimo wszystko dobrze postępuję i że ja też, mam prawo do bycia szczęśliwą w państwie wielkiego jabłka.
- Dobrze, że jutro niedziela. Mamy cały dzień tylko i wyłącznie dla siebie. - do moich uszu, dobiegł cichy szept przyszłego kardiochirurga. Automatycznie na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech. Uwielbiałam te leniwe dni, kiedy spędzaliśmy czas leżąc na kanapie i oglądając kolejne odcinki Gotowych na wszystko. Czułam wtedy jakby czas stawał w miejscu i nic innego się dla mnie nie liczyło. - Za 7 tygodni o tej porze, będziemy już małżeństwem kochanie.
- Nie mogę się doczekać.
Wzrok wbiłam gdzieś w dal. Czułam jak na kawałku odkrytej szyi, Jasiński składa pojedyncze pocałunki. Ciepły dreszcz oblewał moje ciało. Lekko przymknęłam oczy upajając się tą chwilą.
- Maciek?
- Tak?
- Chodźmy na gorącą czekoladę z cynamonem, dawno takiej nie piłam. - Jasiński przyglądał mi się uważnie. Po chwili chwycił mnie za rękę, na której pod przykryciem skórzanego materiału spoczywał pierścionek zaręczynowy.
- Dla Ciebie wszystko.

***
24 grudnia 2014. 

Święta w Andrychowie zawsze miały swoją magię. W te święta nie mogła być inaczej. Pomagając ojcu w przystrojeniu rodzinnego domu w kolorowe lampki, rozmawialiśmy o moich planach na przyszłość. Opowiadałem mu o marzeniach związanych ze sportem, o chęci dalszego rozwijania się, spełniania się i oczekiwaniach na powołanie. Magia świąt nie ominęła i nas. Do domu na obrzeżach Andrychowa, podjechała ciemna taksówka, z której po chwili wysiadł Przemek wraz z Sabiną. Zazdrościłem mu tego. Kochającej żony, spełniających się marzeń i dobrej pracy z której był tak zadowolony. Po chwili zobaczyłem jak z tylnego siedzenia, zaraz po Sabinie, wysiada dziadek Julian. Czarną, drewnianą laskę trzymał w prawej ręce, mocno opierając się na niej. Po chwili, gdy ojciec zszedł z metalowej drabiny, podszedłem do najstarszego z rodu Włodarczyków, by pomóc mu dostać się do wnętrza rodzinnego domu. Już prawie wszyscy byliśmy w komplecie. Oczekiwaliśmy tylko na moją matkę i Paulinę, które niczym jak ukochana matka i córka, wspólnie kończyły przygotowania do wigilijnej wieczerzy.

Zaraz po pojawieniu się pierwszej gwiazdki na niebie, wszyscy stanęliśmy przy dużym, drewnianym stole, który jak co roku był odświętnie przystrojony. Dziadek, jako głowa rodziny odczytał fragment Pisma Świętego:

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. 
Naraz stanął przy nich Anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: "Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdźcie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie". I "Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania." Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: " Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił". Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszelkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. *

Łamiąc biały opłatek, złożył świąteczne życzenia dla całej rodziny, by następnie móc podejść do swojej ukochanej synowej i jak tradycja nakazywała złożyć jej świąteczne życzenia. 
Przyglądałem się temu pięknemu obrazkowi, Sabina składająca życzenia mojemu ojcu, Przemek składający życzenia Paulinie. Brunetka dobrze czuła się w moim domu, a ja cieszyłem się z jej obecności zwłaszcza w tak ważnym dniu dla mojej rodziny, jakim była Wigilia Bożego Narodzenia. 
- Wojtuś? - usłyszałem aksamitny głos dziewczyny. Odwróciłem się w jej stronę. Delikatny makijaż zdobił jej piękne rysy. Biała sukienka do kolan sprawiała, że wyglądała cudownie. Po wrednej i zadufanej w sobie Paulinie ślad zaginął. Stała przede mną kobieta, która kochała mnie z całego serca, która chciała dla mnie jak najlepiej, przy której zaczynałem być szczęśliwy. - Chcę byś zawsze był szczęśliwy, by w Twoim sercu zawsze mieszkała radość, abyś miał czas na spotkania rodzinne nie tylko w momencie świąt i abyś zawsze był taki jaki jesteś. 
- Życzę Ci abyś zawsze była szczęśliwa, abyś się spełniała i przede wszystkim.. byś zawsze była przy mnie, a ja przy Tobie. 
Na twarzy brunetki pojawił się uśmiech, przyciągnąłem ją do siebie ramieniem, całując ją następnie w głowę. 

Po radosnym spożyciu świątecznej kolacji przyszedł czas na wręczania prezentów. Uśmiech dziadka, który otrzymał od nas wymarzony zegarek, mina ojca, który dostał kolejny model samolotu do sklejania do swojej kolekcji, zadowolenie matki na widok biletów na koncert tego gościa z Modern Tolking, w którym w czasie młodości się podkochiwała - tego za nic nie można opisać. Sabina razem z Pauliną które otrzymały drogi zestaw kosmetyków i wymarzonych perfum, mój nowy zestaw Go Pro czy zestaw narzędzi, na które tak długo polował Przemek - nasza radość na widok wymarzonych prezentów była niczym z nowiną, którą chciał podzielić się mój brat razem z bratową. Z euforii świątecznych prezentów wyrwał nas dźwięk stukającego noża o kant kieliszka do wina.
- Chcieliśmy wam coś powiedzieć. - oznajmił w końcu brunet. - Razem z Sabiną spodziewamy się dziecka i chcielibyśmy, abyś to Ty został ojcem chrzestnym, Włodi. - zaniemówiłem. Gwałtownie poderwałem się z miejsca i mocno przytuliłem do siebie Sabinę, następnie klepiąc Przemka po plecach, najserdeczniej jak tylko potrafiłem pogratulowałem bratu. Cieszyłem się jego szczęściem - i faktem, że za kilka miesięcy Tymoteusz Włodarczyk przyjdzie na świat. 

Przed północą razem z Pauliną podjechaliśmy pod Kościół pw. św. Mikołaja w Bielsku-Białej. Jak co roku razem z Kwasowskim szliśmy na pasterkę, a następnie zawsze do jego rodzinnego domu, gdzie Pan Tadeusz częstował nas świąteczną nalewką z czarnego bzu. Pierwszy raz mogliśmy się spotkać razem z naszymi partnerkami i pomimo iż Martyna z Kwiatkowską nie przepadały za sobą, potrafiły chociaż w święta rozmawiać ze sobą jak dwoje dorosłych ludzi. Święta u Kwasowskich rządziły się swoimi prawami. Babcia Kamila jak co roku raczyła nas wyśmienitymi wypiekami, a dziadek - opowiadał o starych karabinach, czyli o tym jak wyglądały święta za jego czasów. Rodzina Kamila, traktowała mnie jak członka rodzina - dokładnie tak samo jak moja jego. W końcu przyjaźniliśmy się od tylu lat, wiedzieliśmy o sobie wszystko i byliśmy dla siebie jak bracia. 

Trochę po godzinie drugiej w nocy, wracaliśmy z Pauliną do mnie. Brunetka przysypiała już na fotelu mojego samochodu. Wyglądała tak niewinnie, słodko. Lubiłem wpatrywać się w nią, przypominały mi się wtedy najlepsze wspomnienia z lat, kiedy byliśmy nie wiedzącymi nic o życiu gówniarzami. Teraz historia znów zataczała koło, znów byliśmy razem, znów zależało nam na sobie - z tą różnicą, że teraz każde z nas dawało z siebie naprawdę wiele aby ten związek przetrwał. Kiedy zaparkowałem pod rodzinnym domem, spojrzałem jeszcze raz na bielszczankę. Już nie spała, rozespane oczy wpatrywała we mnie. Nachyliłem się nad nią i lekko ucałowałem jej usta. 
- Wojtek, Kocham Cię. 
- Wiem, mała. Ja Ciebie też.
- Dziękuję, że jesteś, że pozwoliłeś mi znów być dla Ciebie kimś ważnym. - Paulina patrzyła na mnie swoimi dużymi brązowymi oczami. W tej chwili nie liczyło się nic innego niż ona. 
- Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. 

***
TA DAM. 
skończyłam. 
oddaję 23 rozdział! 

Chcę przeprosić za jakość, która nie powala. Za długość - pewnie co niektórzy chcieli by więcej, oh chcieliby pewnie Anki i Wojtka.. no cóż.. musicie poczekać, jeszcze zostało troszkę do końca i wtedy wszystko się wyjaśni. 

Rozdział dla Naivy - kochana dziękuję, że jesteś, niezmiernie się cieszę, że wróciłaś i co najważniejsze - zaklepuję dla Ciebie miejsce - abyś mogła być pierwsza! 

Wiadomość do Pyskatej - nie wiem czy przeczytałaś moją odpowiedź na komentarz - kochana dla mnie to ogromna radość, że jest was tyle, kiedy zaczynałam pisać myśli modliłam się aby znalazł się ktoś komu te moje wypociny się spodobają i obojętnie ile by nie było komentarzy, na widok każdego cieszę się jak mała dziewczynka, która dostała ładną zabawkę :D. 

Standardowo zapraszam na idealnych. -> http://idealna-niedoskonalosc.blogspot.com
Oraz do zadawania pytań -> http://ask.fm/mojapodswiadomoscsierumieni

KINSEY! masz przekichane - wiesz czemu!

Ściskam Win. 

ps. Jakieś typy kiedy skończy się opowiadanie - w sensie jaka data będzie figurowała. Mała podpowiedź, to będzie w 2015 roku. 

 * Ew. Łukasza, roz. 2, wersy 8-20. 

poniedziałek, 27 lipca 2015

Trzeba czasami ogromnymi, bezdennymi wieczorami smutku zapłacić za wspaniałe dni.

Jutrzejszy dzień jest dla mnie dniem,
 nie przywołującym dobrych wspomnień, 
więc dlatego dzisiaj - dedykuję wszystkim ten rozdział 
i dziękuję za te cztery wspólnie spędzone miesiące, 
które właśnie jutro miną. 
Jeszcze raz dziękuję. 
***
Czarne chmury zebrały się nad lotniskiem nie opodal Washington DC. Siedząc na plastikowym krzesełku w hali wylotów, czekałam na samolot do Warszawy. Zmęczona, opierałam głowę o ramię narzeczonego. W głębi duszy bałam się, jak na wiadomość o ślubie zareagują najbliżsi. Cały czas miałam w głowie rozmowę z Olszową, która odbyła się kilka dni wcześniej. Gdy byłyśmy małe, obiecałyśmy sobie, że będziemy sobie towarzyszyły w tym szczególnym dla nas dniu. Zarówno Agata, jak i Olek na wiadomość o ślubie z przyszłym lekarzem - kardiochirurgiem, zareagowali niemalże identycznie. Olek powiedział, że mam przestać ćpać, bo nikt normalny i trzeźwy na umyślę nie marnowałby sobie życia. Olszewska z kolei po kilku minutach rozmowy zakończyła połączenie między nami i od tamtej pory nie zaszczyciła mnie żadną wiadomość ze swojej strony.

- Winiarska, Ty już do reszty postradałaś rozum? O co Ty mnie prosisz, dziewczyno! 
- Agata, obiecałyśmy sobie! 
- Ja nie będę brała udziału w tej farsie! - Olszowa grzmiała ze złości. Gdyby miała taką możliwość, przeszłaby przez internetową kamerkę i kopnęła. - Oczadziałaś do reszty! Nie potrafię zrozumieć, dlaczego dwoje zakochanych na zabój w sobie ludzi, tak niszczy sobie nawzajem życie.
- Olsza.. 
- Anka ja po prostu nie potrafię tego pojąć, za Wroną latałaś jak szalona, a Włodarczyka, którego kochasz nad życie, tak łatwo odpuszczasz?
- Olsza do kurwy! Co z tego, że go kocham? Zdradziłam z nim Wronę, zaryzykowałam wszystko, chciałam zrezygnować z marzeń tylko dlatego by być z nim. A on? Zawsze byłam zabawką. Zarówno wtedy w Londynie jak i później w Warszawie. Nie chodzi o to, że nie powiedział mi o Marlenie. Chodzi o to, że jej tak po prostu powiedział, że ją kocha. Skoro ona była tylko do bzykania, to nie chcę wiedzieć kim ja dla niego byłam. - puściły mi nerwy, oddech przyśpieszył. Czułam jak zaczyna robić mi się nie dobrze, jak kręci mi się w głowie, zaczęłam tracić grunt pod nogami, a mój idealny świat na nowo zaczął się rozsypywać. 
- Może właśnie dlatego, że byłaś dla niego kimś więcej niż tępą laską na jedną noc bał się okazać swoje uczucia? Anka! Ilu było facetów, których kopałaś w dupę zaraz po tym jak wyznawali Ci miłość? Wrona i Włodarczyk tylko potrafili przytrzymać Cię na dłużej przy sobie - nie mówiąc Ci co czują do Ciebie. 
- Agata.. - mój głos się łamał. Byłam bliska płaczu, którego tak bardzo chciałam uniknąć. - Chciałam usłyszeć tylko te dwa cholerne słowa. Miał mnie całą, rozumiesz? Nie było takiej rzeczy, której bym dla niego nie zrobiła! 
- Przecież on Ciebie kocha! 
- Nigdy mi tego nie powiedział. Jak mam być z kimś kto nie odwzajemnia mojego uczucia. 
- Lepiej, aby to pokazywał niż miałby mówić słowa bez pokrycia. 
- Wrona też pokazywał, że mu zależy i co? Usłyszałam, że on mi nigdy niczego nie obiecywał! - moja wściekłość sięgnęła apogeum. Łzy zaczęły mimowolnie spływać po moich policzkach. 
- Anka do jasnej podhalańskiej! Jak możesz porównywać Włodarczyka do Wrony? Wojtek nie widzi świata poza Tobą. Nie ukrywał Ciebie tak jak to robił Wrona! 
- Agata.. On jest z Pauliną, ja za kilka miesięcy biorę ślub z Maćkiem. Jest połowa listopada, od maja minęło zbyt wiele czasu. Dajcie każdemu z nas ułożyć sobie życie po swojemu. 

Patrzyłam na żegnającą się nieopodal nas parę. Wyższy o kilkanaście centymetrów mężczyzną, przytulał mocno do siebie niższą od siebie filigranową, piękną blondynkę. Wyglądali na bardzo zakochanych w sobie. Z za okna, które wychodziło na pas startowy prószył delikatnie śnieg. Warunki atmosferyczne nie należały do najlepszych i nasz lot zaczął znacznie się opóźniać. Maciek gładził delikatnie moje plecy. W drugiej ręce trzymał moją drobną dłoń, co chwile ją całując. Okazywał mi tyle czułości, moje serce po woli zaczynało należeć do bruneta. Spojrzałam w jego błękitne oczy - widziałam w nich troskę.
- Dalej się tym przejmujesz? - spytał po chwili. Wtuliłam w niego swoje drobne ciało. - Przejdzie jej, zobaczysz.
- Boję się, że Olka też mi odmówi.
Jasiński mocno przyciągnął mnie do siebie, pozostawiając na mojej skroni, mokry ślad swoich ust. Mimowolnie uśmiechnęłam się do niego i lekko pogłaskałam dłonią jego chłodny policzek. Po chwili poczułam jak chwyta mnie za rękę, na której znajdował się pierścionek zaręczynowy i lekko muska ją swoimi ustami.

***
Listopad przywitał mnie nad wyraz dobrze. Większość rozgrywanych dotychczas meczy w ramach rundy zasadniczej wygrywaliśmy pnąc się na sam szczyt, a następnie pozostając w ścisłej czołówce i roli lidera tegorocznej Plusligii. Wszystko układało się tak jak należy. Z Pauliną widywaliśmy się tak często jak pozwalały nam na to nasze sprawy zawodowe. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, rzecz jasna bywały momenty, kiedy z racji wykonywanego przeze mnie zawodu i uroków jakie niosło ze sobą życie siatkarza, dochodziło między nami do spięć. Nie były one jednak na tyle poważne by mogły spowodować zmianę naszych relacji.

Przed popołudniowym treningiem siedziałem na parapecie i wyglądając przez okno oczekiwałem na przyjazd Wrony. Listopad w tym roku był dla nas dość łaskawy - zero śniegu, zero przymrozków. Za to chlapa i coś czego stanowczo śniegiem nazwać nie było można. Z telewizora, który stał na środku niewielkiego salonu wydobywała się muzyka lecąca na jednym z kanałów muzycznych. Nazajutrz w warszawskim Sketch Nite miała odbyć się impreza "Kłos vs. Wrona". Razem ze mną i Pauliną na imprezę miała iść najfajniejsza para na całym Podbeskidziu w postaci Martyny i Kwasa, lecz z powodu urodzin babci Helenki musieli zrezygnować z przyjazdu do stolicy. W zamian najlepszego przyjaciela, towarzyszyć nam będą Talia i Czauder, którzy od dłuższego czasu byli nierozłączni.

W piątkowy wieczór, zaraz po treningu Skry pojechałem do swojego bełchatowskiego mieszkania, gdzie czekała już na mnie Kwiatkowska. Przekraczając próg mieszkania, do moich nozdrzy dobiegł zapach faszerowanego kurczaka. Po wejściu do kuchni zobaczyłem kucającą przed piekarnikiem Paulinę. Jej prośby skierowane do znajdującego się w piekarniku drobiu, aby szykowana specjalnie dla mnie kolacja udała się, spowodowały uśmiech na mojej twarzy. Podając rękę brunetce, sprawiłem że ta po chwili została przeze mnie zamknięta w silnym uścisku. Lekko ucałowawszy głowę dziewczyny, powiedziałem:
- Jesteś najlepsza, wiesz? - bielszczanka spojrzała na mnie, a na jej bladej twarzy pojawił się delikatny rumieniec, na widok którego cicho zaśmiałem się pod nosem. Kwiatkowska uderzyła mnie z całej pięści w ramię, dając mi tym samym do zrozumienia, że mam z niej nie śmiać się. - Mogłoby tak być zawsze.
- Jak?
- Wracam zmęczony z treningu, a Ty przypalasz kurczaka. Idealnie jak kiedyś. - mówię ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Brunetka jak oparzona odskoczyła ode mnie i podbiegła do piekarnika. Gdy spostrzegła, że kurczakowi tak naprawdę nic się nie stało, rzuciła we mnie z całej siły ścierką, która kilka chwil wcześniej znajdowała się jeszcze na kuchennym blacie. Zanosząc się od śmiechu poinformowałem dziewczynę, że idę wziąć kąpiel po odbytym treningu.

W sobotnie popołudnie razem z Pauliną i siedzącą na tylnym siedzeniu obok Przemka Natalią, zmierzaliśmy w kierunku Warszawy. Około godziny 19 mieliśmy być w mieszkaniu Olszowej i Dudzickiej. Ta ostatnia nie ukrywała niechęci za każdym razem, gdy widziała obok mojego boku Kwiatkowską. Olszowa natomiast pomimo swojej niechęci, starała się - w miarę swoich możliwość - okazywać mojej partnerce życzliwość. Tylko Kłos z Wroną, nie prawili mi wyrzutów dotyczących mojego związku z byłą dziewczyną.

Około godziny 20 wielka feta ruszyła. Każdy pił coraz to dziwniejsze trunki, które z każdym kolejnym łykiem bardziej mąciły w głowie. Ogrom ludzi bawiących się na parkiecie, z każdą kolejną minutą powiększał się. Alkohol buzował w moich żyłach w najlepsze. Siedząc na barowym krześle, zamawiałem kolejnego drinka, gdy obok mnie pojawiła się Aleksandra.
- Możemy porozmawiać? - spytała niepewnie. Spojrzałem na blondynkę. Pomimo wielkiej sympatii do dziewczyny Karola, od maja drażniła mnie. Ciągłe docinki i wyrzuty skierowane w moją stronę spowodowały, że nasze relacje oziębiły się. Nie miałem ochoty na żadne rozmowy z najlepszą przyjaciółką Winiarskiej. Nie chciałem po raz tysięczny słuchać, że jestem skończonym dupkiem, idiotą i tchórzem. Chciałem korzystać z w wolnej chwili i móc bawić się razem z przyjaciółmi. Dopiero błagalny wzrok, stojącego obok blondynki Karola, spowodował, że zgodziłem się na krótką rozmowę z Olą.
- Jasne, ale nie tutaj. Chodźmy do sali obok. Tam będziemy mogli w spokoju porozmawiać.

Siedziałem naprzeciw Oli. Blond włosy, lekko opadały na jej ramiona. Aleksandra w przeciwieństwie do Winiarskiej, nie miała mocnej głowy do alkoholu. Dobrze wiedziałem, że to dopiero drugi drink warszawianki, a ta już miała "fajnie". 
- Dostałeś zaproszenie prawda?
- Prawda.
- Masz zamiar iść? - dziewczyna popatrzyła na mnie jak na człowieka niespełna rozumu.
- A dlaczego miałbym nie iść? Skoro mnie zaprosili, nie wypada odmówić.
- Wojtek.. Ja nie chce tam żadnych scen.
- O czym Ty do mnie mówisz?
- Anka przyjedzie. Jest chrzestną.
- Matko, Olka. Ty znowu o tym? - spuściłem głowę na dół i energicznie przeczesałem włosy. - Dziewczyno. Jest listopad, rozumiesz? Listopad. - mocno zaakcentowałem ostatnie słowo.
- Włodarczyk, kogo jak kogo, ale Ty mnie nie oszukasz tą swoją udawaną miłością do Kwiatkowskiej, tak jak Winiarska miłością do Jasińskiego.
- Skończ. Ona ma swoje życie i ja mam swoje. Dajcie nam w końcu spokój i nie wpierdalajcie się w nie swoje sprawy. - wycedziłem przez niemal zaciśnięte zęby. Mój oddech przyśpieszył, a dłonie mimowolnie się zacisnęły. Dopiero drobno dłoń Pauliny na moim ramieniu, uspokoiła mój zmącony wspomnieniami umysł.
- Jestem z nią szczęśliwy czy Ci się to podoba, czy nie. Daj nam w końcu spokój.

W ostatnią niedzielę listopada, razem z Pauliną staliśmy nieopodal Kościoła pod wezwaniem Ducha Świętego. Trzymając w dłoni drobną dłoń dziewczyny, dołączyłem do czekających przed Kościołem przyjaciół. Dziewczyna Kłosa, w przeciwieństwie do pozostałych, dalej nie odzywała się do mnie, od czasu naszej ostatniej rozmowy. Było mi to w zasadzie na rękę. Czułem, że mimo wszystko, dobrze postępuje ze swoim życiem i z dnia na dzień, coraz bardziej przyzwyczajałem się do obecności Pauliny. Na 20 minut przed rozpoczęciem mszy, w towarzystwie rodziny Winiarskich kroczył młody mężczyzna. Widywałem go już wcześniej, lecz za nic nie mogłem sobie przypomnieć skąd znam tego człowieka.
- To Tomek. - usłyszałem nagle głos Wrony. - Młodszy brat Dagmary. Razem z Anką mają zostać chrzestnymi Antka. Swoją drogą i ona już powinna być. - dodał spoglądając na zegarek.
Kilkanaście sekund później pod Kościół podjechała czerwona taksówka. Z tylnego siedzenia od strony kierowcy wysiadł Maciek. Na jego widok mój umysł zaczął szaleć. Nienawidziłem tego człowieka. Michał szybkim krokiem podszedł do chłopaka swojej siostry i po szybkim uściśnięciu dłoni razem z nim skierował się w stronę bagażnika. Za pewne zostanie na kilka dni w Polsce. Z nim przecież może się pokazać. Pomyślałem w duchu. Po chwili z taksówki wysiadła Winiarska. Na widok dziewczyny zamarłem. Zmieniła się. Rude kręcone włosy do połowy pleców, zamieniła na sporo krótsze w kolorze czekolady. W tym momencie zrozumiałem, że nie mam już do czynienia z dawną Winką, a nową Anną którą się stała. Lekko uśmiechnęła się do brata i ucałowała jego prawy policzek. Zdecydowanym krokiem skierowała się w naszą stronę. Przywitała się z każdym po kolei, ku mojemu zdziwieniu - Olszowa na widok przyjaciółki udała się do kościoła. Widziałem, że Anka ostatnimi resztkami sił powstrzymywała się od płaczu. Podała rękę najpierw Paulinie, a następnie mnie. Zatkało mnie. Pierwszy raz od ponad roku naszej znajomości, podała mi rękę aby się ze mną przywitać. Gdy otrząsnąłem się uścisnąłem mocno drobną dłoń dziewczyny. Uśmiechnąwszy się lekko do mnie, podeszła do Dagmary, która na rękach trzymała najmłodszego z rodu Winiarskich.
- Usiądziesz obok Tomka, dobrze? - spytała bratowa. Winiarska w odpowiedzi przytaknęła tylko głową. Nie rozmawialiśmy. Po chwili dołączył do nas Michał i Jasiński, którzy tyle co spakowali do bagażnika walizki studentów mieszkających w Stanach.

***
Antoni Jan Winiarski spał trzymając kurczowo w swojej małej, drobnej rączce smoczek. Niebieski, przytulny pokoik chrześniaka, znajdował się zaraz obok sypialni państwa Winiarskich, tak by doskonale mogli słyszeć, czy coś złego z im dzieckiem czasem się nie dzieje. Nie wiem nawet kiedy do pomieszczenia weszła Ola i lekko objęła mnie ramieniem. Ułożyłam głowę na ramieniu blondynki, spoglądając raz po raz na śpiącego Tośka.
- Wiesz już?
- Agata nie wytrzymała i przyznała się w końcu o co dokładnie wam poszło. - nabrałam głęboko powietrza.
- Możemy porozmawiać? - spytałam, a przyjaciółka spojrzała na mnie ze zdziwieniem na twarzy. Gdy po dłuższej chwili nie uzyskiwałam odpowiedzi, uznałam, że dziewczyna wyraziła zgodę. - Chodźmy na schody. Wszyscy siedzą w salonie, ze schodów nikt nas nie będzie słyszał.
Razem z Aleksandrą siedziałyśmy na schodach. Obserwując uważnie Włodarczyka, który co chwile skradał buziaki Paulinie, robiąc to nie tylko na moich oczach ale przy wszystkich obecnych osobach, opowiadałam Oli o zaręczynach, o propozycji pracy zarówno dla mnie jak i Maćka i możliwości ustatkowania swojego dotychczasowego życia, w państwie zza Oceanem. Blondynka wydawała się być spokojną. Dopiero, kiedy poprosiłam ją by została świadkiem na moim ślubie, wstąpił w nią jakiś demon, jakaś moc piekielna nią kierowała. Przyszła pani Kłos oszalała.
- Anka, oszalałaś! To, że nie wyrażam swojej opinii na temat tego co robisz, nie oznacza, że będę temu przyklaskiwać! Ty już do reszty zwariowałaś w tych Stanach!
- Ola, proszę Cię.. Wystarczy, że Agata się do mnie nie odzywa. Nie rób mi tego, błagam. Nie zostawiaj mnie z tym samej.
- Naważyłaś sobie piwa to je teraz do jasnej cholerny wypij!
- O co chodzi? - nagle obok nas pojawił się Karol z Andrzejem. Wroniasty patrzył na mnie badawczo. W duszy modliłam się aby Olka nie powiedziała im teraz o ślubie.
- Winiarska wychodzi za doktorka.
I nagle poczułam jak tracę grunt pod nogami. Spojrzałam na przyjaciółkę i nie zaszczycając jej ani jednym słowem, wyminęłam ją udając się do kuchni.

Pewnym ruchem, wprowadzałam ostry nóż w ruch, powodując że jasna cebula zamieniała się w cebulowe krążki, a następnie w kostkę. Nieprzyjemne szczypanie w oczach spowodowane sufinem etylu, podrażniło śluzówkę oka, czego efektem było natarczywe łzawienie oczu.
- Co robisz? - przyjmujący wszedł do kuchni, niemalże po cichu. Wzdrygnęłam się na dźwięk jego głosu. Ostry nóż wypadł mi z ręki i nie wiem w jaki sposób ugodził mnie we wskazujący palec lewej ręki. W oka mgnieniu na białych płytkach, w których była ozdobiona kuchnia, pojawiły się smugi czerwonej cieszy. Włodarczyk szybko podszedł do mnie i sadził całą rękę pod zimną wodę trzymając ją, swoją dużą dłonią. Drugą ręką penetrował małą szafkę znajdującą się niedaleko kuchennego zlewu, gdzie jak domyślił się, znajdowała sie podręczna apteczka. Szybko wyciągnął z niej wodę utlenioną i wylewając ciesz na ranę, znów zaczął rozmowę.
- O co pokłóciłaś się z dziewczynami, coś Ty znowu wymyśliła?
- Nic. Po prostu, nie umiem się ostatnio dogadać.
- Z Wroną też nie potrafisz się dogadać? - jego brązowe oczy skupione były na mnie. Po chwili opuścił wzrok i przykleiwszy plaster na niewielkich rozmiarów palec, odsunął się ode mnie na kilka kroków. - Po co ta cebula?
- Dagmara potrzebuje do tatara. - na wydźwięk ulubionej potrawy, oczy chłopaka zaświeciły się.
- Dokończę za Ciebie.
Siedziałam na kuchennym krześle i przyglądałam się zdecydowanym ruchom przyjmującego. Upajałam się tą chwilą, kiedy mogłam bezkarnie na niego patrzeć chociaż przez chwilę. W ręce mocno ściskałam biało-zieloną kuchenną ścierkę. Po chwili usłyszałam czyjś przyśpieszony chód.
Odwróciwszy się w stronę wejścia do kuchni, spostrzegłam wściekłego Andrzeja. O ho, będzie zabawa, będzie się działo.. 
- Nie dopuszczę do tego ślubu! Słyszysz?
Wrona stał na przeciw mnie i wrzeszczał. Przyjmujący odłożył gwałtownie nóż na blat i spojrzał na mnie ze strachem w oczach.
- Jaki ślub? Anka o czym on mówi? - Wrona spojrzał na przyjaciela, po czym znów spojrzał na mnie. Skierował twarz do góry, pokręcił nią z nie dowierzaniem, jego ironiczny śmiech, spowodował, że do moich niebieskich oczu napłynęły łzy.
- Winiarska wychodzi za Maćka. Poczułam jak grunt usuwa mi się spod nóg. Największa papla jaką - zdecydowania był mój brat nie powiedział mu ani słowa, a Wrona - facet, któremu ufałam całe życie w tak okrutny sposób mnie zdradził. Widząc moją nie wzruszoną minę, Andrzej nie wytrzymał. Odwrócił się w stronę Włodarczyk, który stał tyłem do nas opierając się w lekkim rozkroku o kuchenny blat. Jego dłonie po raz kolejny zaciśnięte były w pięść. Wiedziałam, że to był dla niego cios w samo serce. - Idioto, powiedz jej, że ją kochasz! Do jasnej cholery wszyscy to wiedzą! Powiedz jej to i wróćcie do siebie.
- Ja nie chcę tego słuchać. - energicznie wstałam z krzesła i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych. Krzyki Andrzeja zostały w mgnieniu oka uciszone podniesionym głosem Wojtka, a następnie płaczem obudzonego chrześniaka.

Wyszłam na zewnątrz i usiadłam na drewnianej ławce nieopodal starego dębu. Podobno któryś z pradziadków posadził go tutaj jeszcze przed I wojną światową. Spoglądałam na rodzinny dom i wspominałam dzień chrztu Oliwiera. Mama z tatą byli tacy dumni. Pierwszy wnuk, od pierworodnego. Cieszyli się jak oszalali i ja.. ja też się cieszyłam, a razem ze mną Agata, Olek i Wrona. Kiedyś byliśmy nierozłączni, kiedyś nic nie miało prawa nas ze sobą poróżnić. A teraz? Nie tylko oni, ale także i Olka mieli mi za złe moją decyzję. Z kieszenie zielonej parki podbitej dużą ilością ciepłego "misia"  wyciągnęłam paczkę mentolowych papierosów. Zbliżając papieros do ognia, który wydobył się z benzynowej zapalniczki z wizerunkiem batmana, spowodowałam jego zapalenie. Mocno zaciągając się nikotyną, pozwoliłam by ta zaczęła siać spustoszenie w moich płucach.
Podciągnęłam nogi do siebie, tak by móc położyć chłodny policzek na kolanach. Przymknęłam na chwilę oczy i intuicyjnie co jakiś czas, brałam coraz to większe machy z jarzącego się papierosa.
- Który to miesiąc? - usłyszałam zza pleców. - Przyszły tatuś Cię nie uświadomił ,że fajki szkodą kobietom w ciąży?
- Słucham? Co Ty powiedziałeś? - wycedziłam w stronę przyjmującego, podnosząc się i gwałtownie obracając w jego stronę.
- Fajki szkodzą. - założył dłonie na klatce piersiowej. Czarny kaptur, puchowej kurtki zakrywał idealną twarz mężczyzny.
- Nie o to pytałam.
- Musieliście wpaść skoro tak szybko macie zamiar się pobrać. Swoją drogą, myślałem, że jesteś bardziej rozsądna, Winiarska.
- Naprawdę Włodarczyk? Naprawdę uważasz, że mogłam z nim pójść do łóżka?! - grzmiałam. Moja prawa ręka mimowolnie powędrowała do tyłu. Myślę, że gdyby nie świadomość kto stoi przede mną i wspomnienia, które łączyły mnie z tym kretynem, z całą pewnością oberwałby soczystego liścia w twarz. - To, że Ty sobie pukasz po kątach Paulinkę, nie znaczy, że ja taka jestem!
Przyjmujący chwycił moją w twarz swoje duże dłonie. Przyciągnął swoją twarz do mojej. Dzieliły na dosłownie milimetry, czułam jego przyśpieszony oddech, czułam jak rośnie te cholerne pożądanie między nami. Znów robił co chciał, mącąc mi w głowie, czekoladową głębią swoich oczu.
- Spójrz na mnie i powiedz mi, że mnie nie kochasz, że nigdy nic dla Ciebie nie znaczyłem, że to wszystko było tylko i wyłącznie zabawą.
- Włodarczyk daj mi spokój, wracaj do Pauliny. - Przyjmujący przycisnął mnie jeszcze bardziej do starego dębu, trzymając mocno moje nadgarstki.
- Powiedz, że go kochasz, że chcesz tego cholernego małżeństwa.
- Ania wszystko w porządku? - gdy przyjmujący usłyszał głos przyszłego lekarza odsunął się ode mnie na kilka kroków. Jego morderczy wzrok świdrował mnie na wylot. Głęboko przełknęłam ślinę.
- Tak. Wojtek chciał mi pogratulować z okazji naszych zaręczyn. Niestety tak samo jak reszta nie zjawi się na naszym ślubie. - wycedziłam w stronę byłego kochanka. Nasze złowrogie spojrzenia walczyły ze sobą. Po chwili podeszłam do Macieja, który objął mnie mocno ramieniem i obok którego, kroczyłam ramię w ramię w stronę domu najstarszej z rodu Winiarskich.

***
Nareszcie. Nienawidzę gdy brakuje mi słów i nie jestem w stanie sklecić zdania.
Oddaję 22, dziękuję za tak liczne komentarze i odwiedziny.
Kiedy następny?
Nie mam pojęcia.
Stej in tacz.

Win.

ps. Zapraszam na ósmy rozdział! -> http://idealna-niedoskonalosc.blogspot.com

EDIT. 
W razie próby kontaktu, gdyby ktoś chciał skontaktować się wcześniej i otrzymać odpowiedź szybciej niż za pośrednictwem adresu e-mail podaję dodatkowe namierz na siebie: 
http://ask.fm/mojapodswiadomoscsierumieni